USC p. 301
Nie ma co się dziwić – tydzień temu była pełnia.
Korytarz pełen samczego śmiechu, gdy pojawił się kolejny ojczulek w kolejce do pokoju 301. Zdziwiony, że taki tłum.
9 miesięcy temu też była.
I znowu tuba.
Trzeba czekać – jak u lekarza.
Bynajmniej nie do urologa. Choć nie zdarzało mi się jeszcze bywać, to atmosferę tam wyobrażam sobie zgoła inaczej. Tutaj aż gęsto od podniecenia. Może i radości nawet? Z facetami nigdy nie wiadomo.
Bo chwila wolna od krzyku, bo nie trzeba przez kilka godzin galaretki z pośladków potomka usuwać, bo załatwianie spraw to przełamanie bezradności, którą twardziele poznali w obliczu krzyku malucha, bo BECIKOWE, z którego każdy niby chichocze, ale nie czarujmy się – akt urodzenia to podstawa, by dostać kasę. Może w ogóle stąd to podniecenie – doszło mnie po chwili podsłuchiwania. W końcu to korytarz dumnych żywicieli. Stawiam stówkę, że gdyby to maminki przyszły rejestrować, te nieporadne żarciki byłyby zastąpione gaduchami bliższymi sedna. Być może bardziej nudnymi, ale jakoś bardziej na miejscu (czy to oznaka zdziadzienia piszącego te słowa?)
Sądząc po facjatach, żaden nie był tu wcześniej. Oprócz jednego, wyglądającego dość poczciwie, żaden z nich nie wyglądał na godnego zaufania.
Lecz oto moment, chwila. Pojawia się niewiasta. Atmosfera pryska. Jak dzieci nakryte na zabawie, która jest wstydliwa, której jedyna racja bytu realizuje się poza widokiem postronnych, szanowni panowie jakby milkną, choć jeszcze któremuś od czasu do czasu wymknie się nieznośny chichot.
Drugi koniec korytarza – pokój 310. Rejestracja par małżeńskich. Pary na prawo, rodzice na lewo. Wymiana spojrzeń tych przed i tych po. Po prawej spora niewiadoma. Po lewej jeszcze większa. Zabawne pomyłki tych do 310, którzy zapuszczają się w okolice 301. Odkrywając, że to nie ten rewir, wydają się zmieszani, jakby weszli w czapce do kościoła i o niej zapomnieli. Pamiętam to zmieszanie z autopsji – kilka miesięcy temu też poszedłem w lewo.
Niby ten sam korytarz, a tak inne epoki. Bardzo się cieszę, że dane mi było przejść przez niego.


