USC p. 301

29 lutego 2008

Nie ma co się dziwić – tydzień temu była pełnia.

Korytarz pełen samczego śmiechu, gdy pojawił się kolejny ojczulek w kolejce do pokoju 301. Zdziwiony, że taki tłum.

9 miesięcy temu też była.

I znowu tuba.

Trzeba czekać – jak u lekarza.

Bynajmniej nie do urologa. Choć nie zdarzało mi się jeszcze bywać, to atmosferę tam wyobrażam sobie zgoła inaczej. Tutaj aż gęsto od podniecenia. Może i radości nawet? Z facetami nigdy nie wiadomo.
Bo chwila wolna od krzyku, bo nie trzeba przez kilka godzin galaretki z pośladków potomka usuwać, bo załatwianie spraw to przełamanie bezradności, którą twardziele poznali w obliczu krzyku malucha, bo BECIKOWE, z którego każdy niby chichocze, ale nie czarujmy się – akt urodzenia to podstawa, by dostać kasę. Może w ogóle stąd to podniecenie – doszło mnie po chwili podsłuchiwania. W końcu to korytarz dumnych żywicieli. Stawiam stówkę, że gdyby to maminki przyszły rejestrować, te nieporadne żarciki byłyby zastąpione gaduchami bliższymi sedna. Być może bardziej nudnymi, ale jakoś bardziej na miejscu (czy to oznaka zdziadzienia piszącego te słowa?)

Sądząc po facjatach, żaden nie był tu wcześniej. Oprócz jednego, wyglądającego dość poczciwie, żaden z nich nie wyglądał na godnego zaufania.

Lecz oto moment, chwila. Pojawia się niewiasta. Atmosfera pryska. Jak dzieci nakryte na zabawie, która jest wstydliwa, której jedyna racja bytu realizuje się poza widokiem postronnych, szanowni panowie jakby milkną, choć jeszcze któremuś od czasu do czasu wymknie się nieznośny chichot.

Drugi koniec korytarza – pokój 310. Rejestracja par małżeńskich. Pary na prawo, rodzice na lewo. Wymiana spojrzeń tych przed i tych po. Po prawej spora niewiadoma. Po lewej jeszcze większa. Zabawne pomyłki tych do 310, którzy zapuszczają się w okolice 301. Odkrywając, że to nie ten rewir, wydają się zmieszani, jakby weszli w czapce do kościoła i o niej zapomnieli. Pamiętam to zmieszanie z autopsji – kilka miesięcy temu też poszedłem w lewo.

Niby ten sam korytarz, a tak inne epoki. Bardzo się cieszę, że dane mi było przejść przez niego.

tatafi
| FOTO

słoneczne poranki i deszczowe noce

28 lutego 2008

20080227_rafsagan6682.jpg

mężczyźni jeszcze śpią. dzięki temu miałam czas na kąpiel, teraz między uderzeniami w klawiaturę zjadam jogurt. dieta matki karmiącej jest mniej spontaniczna niż ciążowa.

jesteśmy nieco zmęczeni. dziś od 1:oo am do 3:oo am Fi nie mógł zdecydować czy chce jeść, oglądać przecież nie zupełnie znany dom, rozmawiać z rodzicami czy cokolwiek jeszcze kłębiło się w jego małej głowie. efektem tego niezdecydowania był porywisty płacz. zasnął po 2o min kolacji (?) , przytulony do mojej piersi.

znów mam wiele energii. domyślam się, że to ciągle wynik działania endorfin. jest cudnie!

mama_fi
| FOTO

misja “ciąża” zakończona powodzeniem

25 lutego 2008

9 miesięcy. z dwóch małych komórek całkiem niemały człowiek. cudowne uczucie spełnienia. chwile bólu restartowane w momencie pojawienia się w ramionach ciepłego ciałka. oto filip wreszcie z nami.

poród podobno trwał 4 h – taki zapis w karcie zdrowia dziecka. bywały momenty krytyczne, których przetrwanie zawdzięczam w dużej mierze dopingowi małża. potem trzy noce w szpitalu, podczas których syn uczył się korzystać z dobrodziejstw natury w postaci moich mlecznych piersi :) . a że uczeń z niego pojętny dziś jesteśmy w domu.

mama_fi
| noFOTO

wiadomość e-mail została wysłana

23 lutego 2008

20080222_email

 

 

tatafi
| FOTO

cała jestem czekaniem

20 lutego 2008

tak w największym skrócie można wyrazić to, co się dzieje.

bo właśnie nie dzieje się nic. moja macica musi być najwyraźniej wygodna, syn ciągle jeszcze ma miejsce, żeby czasem kopnąć. czuję każdy jego ruch. wsłuchuje się w swoje ciało jak nigdy wcześniej. to zupełnie niesamowite jak taki mały człowiek w środku, jeszcze nie widziany, nie poznany, nie odgadnięty może zapanować nad rozkładem dnia codziennego. wolno sączący się czas przecinają wizyty u lekarza, który fachowym okiem rzuca na to co zmienia się we mnie i  jak z tym wszystkim ma się Fi. a póki co wytrzymujemy.

mama_fi
| noFOTO

falstart

18 lutego 2008

Niestety. Odesłano do domu. Co z tego, że prawie po głowie można małego Fi pogłaskać? Nic. Odesłani z poleceniem pokazania się w najbliższy piątek, 22.

Może właśnie wtedy?!

tatafi
| FOTO

cel

18 lutego 2008

W chwilę stało się jasne, czemu powstał ten dziennik, gdy Fi nie ma jeszcze na zewnątrz.

- Jak przez to twoje pisanie dzisiaj się akcja nie skończy, to zobaczysz.

To jest na żywo, po nakryciu mnie z ekranem na kołdrze. Miało być:

- Tylko nie wszczynaj jeszcze alarmu proszę! – krzyknęła po moim wyjściu z łazienki.

No więc jeśłi nie z tym polem do wklepywania tekstu, z kim miałby się biedny ojciec podzielić?

W trójce puszczają kiepską polską muzykę rockową lat 90. Czas nadać drganiom własny rytm.

tatafi
| noFOTO

Alles klar?

18 lutego 2008

Jak to się dzieje, że ważne słowa zostają przekręcane, zapomniane, pominięte w dokumentach istotnych chwil?

Czy dzieje się tak, jak przed chwilą, czyli po prostu wymykają się na chwilę z pamięci, by do niej już nie wrócić, a inni świadkowie nie mają chęci zanotowania tychże milestones’ów?

Wiem, że ja zapomniałem. Całe szczęście pół godziny później mogę wejść do łazienki i spytać nosicielkę o najważniejsze słowa dzisiejszego poranka.

Chwilę po piątej obudził mnie delikatny kuksaniec. Nic szczególnego, gdy śpi się na 140cm szerokości materaca z kobietą w 9 miesiącu. Tym razem jednak uwagę o ewentualnym dyskomforcie czy bólu zastąpiło:

- Dzisiaj urodzi się twój syn.

- Świetnie. Czyli wodnik da radę.

Po tym nastąpił bełkot, coś wypytałem o skurcze, które okazały się być dość regularne już od godziny, po czym zamarkowałem nonszalancję, powiedziałem, że się cieszę, shanti, shanti i śpię dalej. Ale ściema. No sleep til Brooklyn!

Pierwsze to mocny flashback. Jako żywo przed oczami stanęła scena sprzed 34 tygodni, gdzie poranek zaczął się od podobnego w wymowie, choć znacznie bardziej enigmatycznego podówczas komunikatu. [*] Duszno i tłoczno od myśli, żołądek ściśnięty głodem tego, co dojrzało, by się wydarzyć.

tatafi
| noFOTO

constans

17 lutego 2008

Fi każe na siebie czekać. czuję, że będzie miał przewrotny charakterek. ciekawe po kim? kolejna godzina rozciąga się w nieskończoność. telefony od znajomych bliższych i dalszych,  nie, nie urodziliśmy jeszcze. ból nasilający się i opadający, huśtawka emocji. trudno ze mną wytrzymać, mnie samej ze sobą też.  jutro wizyta, jeśli nie wydarzy się nic, poproszę o wspomaganie.

 

proście, a będzie wam dane..

mama_fi
| noFOTO

***

14 lutego 2008

oczekiwanie, noce przerywane godzinami czuwania, naznaczone wewnętrznym pytaniem: czy to już? w gabinecie u doktora G, usłyszałam o 2 cm rozwarcia i braku szyjki. prawie dotykam główki. zapis ktg ma pokazać, czy Fi dziś już zechce się z nami zobaczyć. wychodzę i opowiadam małżowi, który nieco blednie.. zarazem uśmiechając się. wracam. ktg nie pokazuje skurczów.

 

zatem czekamy. postanawiam nie skarżyć się.

cierpliwości się nie nauczyłam.

 

mama_fi
| noFOTO
  • Strona 1 z 2
  • 1
  • 2
  • >

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress