Alles klar?
Jak to się dzieje, że ważne słowa zostają przekręcane, zapomniane, pominięte w dokumentach istotnych chwil?
Czy dzieje się tak, jak przed chwilą, czyli po prostu wymykają się na chwilę z pamięci, by do niej już nie wrócić, a inni świadkowie nie mają chęci zanotowania tychże milestones’ów?
Wiem, że ja zapomniałem. Całe szczęście pół godziny później mogę wejść do łazienki i spytać nosicielkę o najważniejsze słowa dzisiejszego poranka.
Chwilę po piątej obudził mnie delikatny kuksaniec. Nic szczególnego, gdy śpi się na 140cm szerokości materaca z kobietą w 9 miesiącu. Tym razem jednak uwagę o ewentualnym dyskomforcie czy bólu zastąpiło:
- Dzisiaj urodzi się twój syn.
- Świetnie. Czyli wodnik da radę.
Po tym nastąpił bełkot, coś wypytałem o skurcze, które okazały się być dość regularne już od godziny, po czym zamarkowałem nonszalancję, powiedziałem, że się cieszę, shanti, shanti i śpię dalej. Ale ściema. No sleep til Brooklyn!
Pierwsze to mocny flashback. Jako żywo przed oczami stanęła scena sprzed 34 tygodni, gdzie poranek zaczął się od podobnego w wymowie, choć znacznie bardziej enigmatycznego podówczas komunikatu. [*] Duszno i tłoczno od myśli, żołądek ściśnięty głodem tego, co dojrzało, by się wydarzyć.
Brak podobnych postów.
