misja “ciąża” zakończona powodzeniem
9 miesięcy. z dwóch małych komórek całkiem niemały człowiek. cudowne uczucie spełnienia. chwile bólu restartowane w momencie pojawienia się w ramionach ciepłego ciałka. oto filip wreszcie z nami.
poród podobno trwał 4 h – taki zapis w karcie zdrowia dziecka. bywały momenty krytyczne, których przetrwanie zawdzięczam w dużej mierze dopingowi małża. potem trzy noce w szpitalu, podczas których syn uczył się korzystać z dobrodziejstw natury w postaci moich mlecznych piersi :) . a że uczeń z niego pojętny dziś jesteśmy w domu.
Podobne posty:
- *** oczekiwanie, noce przerywane godzinami czuwania, naznaczone wewnętrznym pytaniem: czy to już? w gabinecie u doktora...
