I fala 3go pokolenia
No i po wizycie, czy – jak to dziadek Jurek zasugerował – wizytacji. Pomimo większej niż zwykle luki pokoleniowej, komunikacja przebiegała zadziwiająco dobrze. Fi nie oporował podejściu zorientowanemu na rozpieszczanie, może dlatego, że do tej pory nie miał aż takiej widowni, bardziej niż wyraźnie wyrażającej swój zachwyt na każdą K, S czy och i ach, które to wydobywają się już dość wyraźnie z gardła małego. Dziadkowie oprócz zachwytów służyli w pocie czoła młodym rodzicom, co wzbudziło w nich niewypowiadaną wdzięczność. Fi też był wdzięczny i podekscytowany, co czasem postanawiał wyrażać w najmniej odpowiednich porach. Pobudki w nocy przypominają tacie wojsko, w którym nigdy nie był, którego nie aprobuje, wobec którego dyscypliny miewa jednak czasem fantazje.
Zatem dziadkowie pojechali, pierwsze starcie zakończone zwycięstwem zachwytu nad trudem.
Brak podobnych postów.
