14 dni i blizna po matce
czytając tzw. literaturę fachową, przeglądając portale specjalizujące się w dostarczaniu cennych wskazówek przyszłym mamom spotkałam się z informacjami o zbawiennym działaniu endorfin, o motywującym działaniu adrenaliny w ostatniej fazie porodu, itd. nie znalazłam jednak w żadnym ani słowa o tym, że w jakiś cudowny sposób, za pomocą któregoś z hormonów mój organizm, przez kolejne kilka dni po porodzie będzie działał niczym perpetuum mobile, z podwójną dawką mocy. i że nie potrzeba będzie ani zbyt wiele snu, ani specjalnych pokładów wartości odżywczych. myślałam więc, że stan ten to już norma. przecież 9 miesięcy temu 5h dawka snu wystarczała zupełnie. jakież więc moje zdziwienie, kiedy pewnej nocy zbudzona pojękiwaniem syna, miast poderwać się w gotowości, otwierając oko lewe ( żeby skontrolować, czy z Potomkiem wszystko należycie) z ust moich wypadło cichutkie : ciiiiiiiiii. i kolejne.
zrozumiałam w końcu Rafała, który choć dzielnie obsługuje syna przy zmianie kolejnej tej samej nocy pieluchy, to jednak z entuzjazmem zasadniczo różnym od tego, którym emanowałam w pierwszych dniach.
Fi skończył 14 dzień, coraz bliżej mu do okresu niemowlęctwa. z dnia na dzień więcej rozumie, z ogromną siłą w płucach potrafi się już dopominać o ulubiony przysmak, płynący z moich mlecznych piersi. dziś w nocy pożegnaliśmy się z kikutem pępowiny. została blizna po matce. piękna.
Podobne posty:
- chrupek i wizytantki Wyjec dostał nową perspektywę – przyszedł czas na krzesełko upierdzieladełko. Miało pomóc w konsumpcji, ale...
- a tata był na urlopie! dzieje się u nas wiele. czas ucieka, terminy gonią. staramy się łapać z dnia jak...
- filip wariatka Dziecko się zepsuło. Ile razy mi przychodzi słyszeć te słowa. Czasami się psuje. Nie raz...
- szalona karma znaczenie pojęcia “troska o dziecko” poznałam w ciągu pierwszych 24godzin od momentu wydania na świat...
- Dziecięce kaprysy i Czarna Afryka po wszelkich ochach!, achach! i zachwytach, że nasz syn jedyny jest dzieckiem wyjątkowym (wszak...

