poradnia preluksacyjna
Czuję się jak ignorant, bowiem nadal nie wiem co to preluksacja.
Znowu lekarz, a raczej lekarka. Ze 2x starsza niż ta sprzed tygodnia. No i specjalistka (poprzednia nie wzbudziła zaufania, poza tym na pieczątce miała zbyt ogólne ‘lekarz’). Pogoda jak zwykle dopisała, tym razem w pół godziny kompletnie chowając samochód pod śniegiem.
Poradnia przesympatyczna. Drzwi wejściowe witają rozkosznym:
Bądź człowiekiem, zamknij drzwi
W środku zasadniczo tabuny chorych i krzyczących dzieci. Fi lubi dzieci, na tyle, że z zamkniętymi oczyma, w bezruchu delektował się ich obecnością. Mniej więcej tak samo doceniał mroźny wiatr na policzkach. Szczęśliwie gabinet przeluks… znajdował się w oddalonym od zgiełku korytarzu.
Fi subtelnie siknął na leżankę, za to Pani powyginała nóżki, ponaciągała ścięgna, pouciskała bioderka, powykręcała główkę i ze stoickim spokojem (do konia, naprawdę brakowało jej odchylanego fotela i papierosa w szklanej lufce) oznajmiła, że Fi ma lekki przykurcz mięśnia po lewej stronie karku. I tak jak Fi faktycznie woli główkę przekręcać w prawo, tak badania mu się nie podobały – choć mniemam tylko po natężeniu drgań z gardzieli maleństwa. Kilka ćwiczeń i ma przejść. Tylko jak go trzymać w pozycji żabki na brzuchu, skoro on coraz częściej nogi prostuje?
Brak podobnych postów.
