pamięć 22

22 marca 2008

Tak wiele zatrzymuje się w pamięci, lecz jeszcze więcej uchodzi w niepamięć. Im większe zaufanie względem pamięci zewnętrznej, tym większe szansa na problemy z tożsamością. Liczę na to, że prawa te nie dotyczą momentów najsilniejszych, najbardziej znaczących, granicznych, definiujących, których warstwy znaczeń odsłaniają się przez lata, a ilość ich summa summarum wydaje się w efekcie nieskończona.

Minął miesiąc od kiedy ujrzałem unoszące się łono, a w nim czarny łebek Fi. Pamiętam jak ściśnięte gardło utrudniało mi artykulację prostego przyj. Pamiętam, jak spokojnie próbowałem to powiedzieć, a jak niespokojnie zaciskałem rękę Justyny. Pamiętam, jak po kolejnym nacisku zobaczyłem, jak Fi swobodnie, lekko wyśliznął się na ten świat. Jaką trudność stanowiło wyłączenie telefonu, który w najmniej fortunnym zaczął wyć. Jak wziąłem Go na ręce do potrzymania i zobaczyłem, że mu trochę zimno. Mnożą się szczegóły niewyobrażalnie, gdy tylko sięgnie się do tamtych chwil.

Pozostaje silne wrażenie niezorganizowania tych wspomnień, cenne o tyle, o ile nie buduje ono wyraźnej hierarchii, która wykluczy te z pozoru mniej ważne, acz dopełniające obraz całości. Bo jakie znaczenie ma, że Fi urodził się dokładnie w momencie, który wskazuje nieczynny od dawna zegar na ścianie przy wejściu do bloku porodowego? Że była pełnia? Że chwilę po tym, jak Justyna zeszła z fotela, do pokoju wpadł nieznany nikomu człowiek, który zaczął przypatrywać się całej akcji kładzenia Fi przy półnagiej mamie, a zapytany kim jest, odpowiedział: “Jestem sobie taki głupi Jaś”. Czym zdaje się być zestawienie ogromnego trudu z adnotacją na wypisie, że poród trwał 4h. Że chwilę po przyjęciu nas na blok porodowy położna wypisała opaski na jego wciąż ukryte przeguby i książeczkę zdrowia Fi , pomimo iż nie było choćby najmniejszych skurczów zapowiadających jego przyjście? Jak przy owocu tego wieczora ulatuje klimat pomieszczeń, gdzie tak wiele się wydarzyło? Ten ołtarzyk z radiem Sudety, trwale ustawionym na jedynkę, która transmitowała skoki Małysza, gdy Justyna tkwiła w bolesnym półprzysiadzie? W końcu, o czym prawie zapomniałem, bo czy w ogóle można jakąkolwiek wagę przypisywać temu, że po opuszczeniu szpitala chwilę po narodzinach, targnęły mną cholernie silne emocje, gdy doświadczyłem wybitej szyby w samochodzie i braku kurtek z tylnego siedzenia? Co więcej, chwilę później skończyła się benzyna w baku i z powrotem do szpitala drałowałem na piechotę?

Opieram się tej hierarchiczności, przypominając sobie nieistotny moment, gdy parę kroków ode mnie zatrzymał się lekarz i pokazując mnie palcem zaniósł się śmiechem kwitując mój zarost gromkim “Broda jak u Mickiewicza!”. I – paradoksalnie – ucieszył mnie tamten moment tak samo wtedy, jak i teraz, bo ten młody lekarz zdawał się mieć niemałe poczucie humoru – pomimo tego, że bezpośrednio nie uczestniczył w naszej fabule zdążył uraczyć rwaną bólem Justynę “Pani tu rodzi czy tylko spaceruje?”.

Opieram się, acz bezskutecznie, bo dochodzi do mnie, że motywacją, która pchnęła mnie do puszczenia tego filmu z przeszłości była chęć usidlenia, nazwania, przyszpilenia tego, co pamiętać warto, a czego nie. Uciekając od wyobrażonej hegemonii pamięci, która płynnie przemienia niebyt w byt, a byt w niebyt, jeszcze bardziej w nim się pogrążam.

Czy to nie dlatego, że pamięć służy zachłannemu panu, który chce formę chwil i płynność czasu w chwili obecnej i nieskończoności zarazem zamknąć? Wszystko teraz. To i tamto zawsze. To i tamto teraz, a wszystko zawsze.

Podobne posty:

  1. maszyna na dzień dobry W końcu blog ten zaczyna pełnić swoje statutowe funkcje, czyli notatnika wycieczek werbalnych małego Fi,...
  2. z pamiętnika Watsona część pierwsza Dziś małżonka dokonała odkrycia mechanizmów rozumowania małego Fi. Od pewnego czasu bowiem intrygujące dla nas...
  3. Wirduch Dzisiaj wpadłem w dość niezwykły sen. Śniło mi się, że czekam na Justynę i Fi....
  4. Alles klar? Jak to się dzieje, że ważne słowa zostają przekręcane, zapomniane, pominięte w dokumentach istotnych chwil?...
  5. usg #1 Pamiętam niejedną sytuację, gdy ktoś pokazywał mi zdjęcie usg tego, co ma nadejść, gdzie z...
tatafi
| FOTO

1 komentarz »

  1. Przyszpiliłeś motyla :)
    Spisane wspomnienia, czegokolwiek by nie dotyczyły, czytane po jakimś czasie od wydarzeń, stają się przepustką do świata ukrytego po drugiej strony lustra. Odsłaniają przestrzeń, której – wydawałoby się – już nie ma: jej horyzonty dawno się zatarły, ziemia mchem porosła, a drzewa zamieniły w węgiel.
    Zapomniany sen, zapomniana rozmowa, obraz, dźwięk… Gdy do nich wracam (gdy czytam to, co kiedyś napisałam), poznaję się na nowo – czasem ze zdziwieniem odkrywam, że to też kawałek mnie, który gdzieś się zapodział, urwał, wyblaknął. Upływ czasu to ciągłe polerowanie pamięci, w efekcie którego otrzymujemy powierzchnię lustra, bez żadnej “niepotrzebnej” rysy. Proust wyruszył w poszukiwaniu straconego czasu i doszedł do wniosku, że wszelka rzecz, na którą niegdyś popatrzyliśmy, jeżeli ją ponownie oglądamy, przynosi razem ze spojrzeniem, które ją widziało, wszystkie zawarte w nim obrazy z owej chwili. No i podobno jeszcze, (a niechże wybrzmi ta górnolotna, złota myśl!), “prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu”. No więc chciałam tylko tyle dodać, że ładnie tę swoją podróż opisałeś. Filip będzie miał od czego zacząć, nie będzie musiał psuć sobie zębów na magdalenkach, żeby wrócić do początku swego czasu.

    bogna — marzec 27, 2008 @ 11:17 przed południem

RSS komentarzy. TrackBack URI

Odpowiedz

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress