wiosna, wiosna..
od kilku dni mamy w krakowie wiosnę. słońce obdarza nas szczodrze, posyła promieniste uśmiechy. spacerujemy trzymając się za ręce. we troje.
za nami pierwsze wizyty z Fi. zupełnie spontaniczne, krótkie wypady i całkiem niekrótkie spotkania w stałym gronie, na – roboczo przeze mnie zwanych – ‘krakowskich obiadach’. mały Fi był też w ostatnią niedzielę najmłodszym chyba członkiem manify pod znakiem ‘wolny Tybet’. zapewne po mnie ma zamiłowanie do dźwięków, które wydaje rytmiczne uderzanie w bongosy (transowe, podniecające), bo kiedy w odległości najwyżej 1,5metra zaczynają owe dźwięki rozbrzmiewać mały ochoczo otwiera jedno oko i z rozmarzeniem zapada w sen ponownie.
ja budzę się do życia, całą sobą.
Podobne posty:
- drzemki Jako że od pewnego czasu większość dnia codziennego spędzamy razem z Fi, cieszy mnie niezmiernie,...
- idzie wiosna. idzie nowe. W kościach czuję, że nadchodzą jakieś poważne zmiany. Jedną już rozpoczęliśmy, o czym wkrótce, kolejne...
