maj, jak zawsze – najpiękniejszy..


fot.efca
mimo, że początek był trudny. mimo, że mąż na jeden i pół dnia podupadł na zdrowiu. wszystko wróciło do normy. uff!
więc znów włóczymy się po mieście bez końca. zaglądamy do tej i tamtej galerii. ładujemy baterie. Filip najwyraźniej złapał nasz rytm. uśmiecha się, kiedy widzi nad sobą błękit nieba. obserwuję u niego przeogromną chęć do poznawania. wszak wszystko jest ciekawe, co dzień odkrywa nowe, zaskakujące. dla nas niby oczywiste, widziane po raz kolejny. jednak zwracam uwagę na nowo, staram się widzieć jego oczyma. cudowność codzienności. doskonałość natury.
Podobne posty:
- FF czyli Filipowe Fanaberie Okazuje się, że puchak to mało. Kiedyś rzadkie, teraz – w miarę jak młodzieniec odkrywa...
