4amam

22 czerwca 2008

4 miesiące temu była zimna zima, szpital, pojawił się Fi vel Mścisław, teraz jest już lato a czas biegnie nieubłaganie. Postanowiliśmy (a raczej kobieca część my postanowiła), że kurkę należy zacząć przyzwyczajać do pokarmów innych niż z serca płynących. Nie byłem entuzjastycznie nastawiony, bo mój wrodzony leń podpowiadał mi, że oznaczać to będzie początek epoki słoiczków, podgrzewania, śliniaków, łyżeczek, pełniejszych pralek, jeszcze bardziej śmierdzących kup i niezliczonej ilości dodatkowych czynności do wykonania. Przepraszam, wykonywania, codziennie, kropka. Okazało się, że zwykła ma strachliwość nie miała podstaw, bowiem nie zrozumiałem słowa ‘przyzwyczajać’.
No więc spróbowaliśmy, a raczej Fi spróbował zupki z marchwią. Wg mnie próba zakończyła się fiaskiem, wg małżonki mały coś przełknął. Może i przełknął, więcej wypchnął językiem po czym i tak musiał zagryźć dłonią.
Oprócz żarełka Fi dostał pogodę godną pierwszego dnia lata oraz kwiatka. Z pozostałych atrakcji to po raz pierwszy poleciał z masywną dwójeczką leżąc sobie jak go Bodzia stworzyła w swoim łóżeczku oraz niemalże udławił się ze śmiechu, nie dając rady przełknąć niespodziewanych, nadprogramowych decybeli na widok ojca z psem na głowie.

tatafi
| FOTO

u krzemieniów na początku czerwca..

19 czerwca 2008

mama_fi
| FOTO

parę snapshotów

18 czerwca 2008

Buzia coraz bardziej okrągła, szósteczka stuknęła, za 3 dni stuknie czwóreczka, na co dzień parę jedyneczek, bo czasami dwójeczki brak.
Fi poddaje się bezlitosnym procesom ontogenezy, która zaskakuje nas w sposób, do którego powoli się przyzwyczajamy. Od tygodnia częstuje nas bulgotliwym śmiechem, który zwykle kończy się jego czkawką a moim bólem żuchwy i brzucha. Ot, człowiecze to takie. Niemniej jak szukam zdjęcia, gdzie widać jego uradowaną gębkę, to nic ciekawego nie mogę wyszperać. Zatem albo pisząc o tym jego śmiechu konfabuluję, albo w momentach najciekawszych angażuję się w 100% w najdroższe dzieciństwo, a małżonka moja robi cokolwiek innego, czego niejako efektem ubocznym jest kurz na jej aparacie i rozładowana bateria :)

tatafi
| FOTO

Wirduch

11 czerwca 2008

Dzisiaj wpadłem w dość niezwykły sen. Śniło mi się, że czekam na Justynę i Fi. Czuję niepokój związany z ich brakiem. Wtem wchodzą, co widzę lecz nie z perspektywy osoby oczekującej od środka na to wejście, lecz jakby przez szklaną szybę. Widzę ich, lecz oni mnie nie. Widzę z boku, a nie z przodu jak przed chwilą. Czuję, że pogrążają się nagle w niepokoju, a mnie nie ma, ich nie ma, pozostaje OBECNOŚĆ.

I nie byłoby w tym śnie nic wyjątkowego (choć poczucie samej OBECNOŚCI jest samo w sobie wyjątkowe), gdyby nie fakt, że dokładnie w momencie kulminacyjnym, a było to zapewne ok. 2, Fi przebudził się z przeraźliwym krzykiem, na co Justyna zareagowała równie niepokojącym odgłosem i zerwaniem się na równe nogi. Okazało się, że nie spała.

Zastanawia mnie siła tego sprzężenia, która w tak wyraźny sposób ujawniła się tej nocy. Już kilka tygodni temu doszło do mnie dość wyraźnie, że oto Filip nie dość że rośnie się i zmienia w świecie fenomenalnym, to jeszcze czuję w sposób nie do opisania, jak rośnie we mnie. Zapuszcza korzenie, dociera w miejsca, gdzie nic nigdy nie docierało. Oplata i zagnieżdża się. Mości się w najlepsze. Rośnie we mnie – przedtem myślałem, że to części mnie na nowo zaczną rosnąć w nim. Nawyki, charakter, składowe osobowości, etc. Tymczasem nastąpiło sprzężenie zwrotne. Jak we śnie.

Myśląc o tym przychodził mi do głowy obraz wiru. Nie dość, że to dolna dziura wkręca wir, to jeszcze wir wkręca tę górną dziurę. Trwa i znika. Chwilę jest, a potem już nie. Niemniej gdy trwa, z chaosu rodzi porządek o wysokim stopniu zorganizowania i nasycenia energią.

Wir. On, Justyna, ja.

A to wszystko w rok po cudownym poczęciu. Od soboty licząc dokładnie rok temu Duch zszedł w Boże Ciało. By to uczcić wybraliśmy się na Jurę i Dolinki Krakowskie, by celebrować rocznicę. Wiało i rolnik zbierał plon, a do tego spadł deszcz. Parę magicznych miejsc i doświadczenie przemijania. Pamięć czasu, pamięć miejsca i obecna chwila.

tatafi
| FOTO

zabkowanie

6 czerwca 2008

Czekając na rybkę we Fromborku doszedł mych uszu pisk rodzicielki aka babci o treści:

On ma już ząbka!

Pierwsza myśl: minutę temu nie miał, a teraz nagle ma. Nie zdziwię się, jeśli za chwilę sam zacznie o tym mówić.
Przefiltrowawszy babciną informację przez znaną już i zupełnie zrozumiałą emfazę w stosunku do wnuka, sceptycznie ruszyłem ku wózkowi i wepchnąłem juniorowi palec w usta naciskając dziąsła. I faktycznie, jakby twardo było. Fakt, że nigdy tak nie nacisnąłem dziąsła i nie miałem punktu odniesienia sprawił, że zacząłem szafować tym ząbkiem na prawo i lewo. Było to dobre wytłumaczenie rzadkiego, półtoragodzinnego płaczu, którym Fi poczęstował nas poprzedniego wieczora. Zresztą małżonka już od kilku miesięcy sugerowała, że mały ząbkuje. Bo czy to nie wygodne wyjaśnienie przyczyn płaczu i grymasów?
Nadzieje rozwiała pani doktor stwierdzając, że owszem, niedługo już, ale jeszcze nie teraz. Rozwiała i nie rozwiała, zważywszy na fakt, że Fi zaczął używać dziąseł w całkiem niesubtelny, niecyckowy sposób. Niechybnie zaczyna się więc, choć do lasu jeszcze kawałek.

tatafi
| FOTO

jak ojciec z synem

6 czerwca 2008

bywa, że niespodziewanie docierają do uszu moich jakieś dźwięki przedziwne. bywa, że z przejęciem i niemałą ciekawością udaje się w miejsce, gdzie mężczyźni akurat przebywają. zwykle okazuje się, że wszystko to zwykłe ( a może i niezwykłe ) ojca z synem zabawy. ile przy tym radosnego pisku! ile guuu i geeee i innych jeszcze nie do powtórzenia zlepków głosek, ile coraz śmielszego już, gromkiego śmiechu Fi. zresztą nie tylko jego.

cudowne to obrazki, w słowach chyba nie do opisania.

* z rzeczy nowych: Filip przechodzi zapalenie ucha i ząbkowanie. mimo tego, Dzieć tryska niepożytą energią i sobie właściwym humorem. i bardzo muzykalny jest, o!

mama_fi
| FOTO

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress