szczęście sześciomiesięczne
Od zawsze lubiłam zmiany. Odkąd pamiętam czekałam na nowe. Dokładnie sześć miesięcy temu zjawił się mały człowiek, który jest niespodzianką, codzienną zagadką, której rozwiązania nie mogę się doczekać. Czy obudzi się dziś o szóstej, albo piątej trzydzieści?może dla odmiany da nam się wyspać? ukaże się dziś misternie wydobywany małymi paluszkami trzeci już ząb? Będzie się zaśmiewał w niebogłosy obserwując coraz doskonalsze sztuki swojego taty? Będzie podskakiwał na łóżku naszym niczym trampolinie, z radością przyglądając się moim reakcjom? Piszczał będzie z zadowolenia a może wyrażając sprzeciw, wykrzykiwał wyraźne „ma-ma-ma” „daaa-da-da-daaa”?Ugryzie , uszczypnie, pociągnie za włosy? Wszystko możliwe. Nieprzewidywalne. Fantastyczne w swojej prostocie. W bezwarunkowości. Bo właśnie o to chyba chodzi w całej tej magii zwanej macierzyństwem. Że bezwarunkowe jest. Taki pakt jednostronny, jeśli przyjrzeć się szerszej perspektywie.
Cudowna to możliwość brać udział w rozwoju małego człowieka.
