latość
Już się chciało pisać, że lato w pełni, a my już w czterech ścianach przed monitorami nadrabiamy/zarabiamy, podczas gdy – do cholery – lato mija jednak bezpowrotnie, co słońce wyraźnie daje dzisiaj znać zmieniając kolor promieni. Jakby te zmienione kolory chciały wpłynąć na paletę wspomnień, gdzie wciąż wyraźnie, choć coraz bardziej wypłowiale rysują się wydarzenia minionych dwóch miesięcy. Jakby nadchodzący czas chciał odebrać ważność temu, co się wydarzyło. Niestety – zwykle mu się udaje. Aktualności na co dzień ważą więcej niż wspomnienia.
A po sezonie ogórkowym nie można się wiele spodziewać. Zdawać by się mogło. Jednak upływające lato obfituje w wojny i olimpiady, ale i małe, o ile ważniejsze przewroty. Z brzucha na plecy. I inne takie.
Ale po kolei.
Co do przewrotów, to Fi znalazł 2 metody na przewrócenie się z brzucha na plecy. Sięgnął piętą oka, jednak bardziej atrakcyjne wydaje mu się ssanie palców u stóp. Chyba przez nadzieję, że tymi palcami uda mu się wyciągnąć kolejne zęby. Zęby? Ach tak, w końcu wyszły. Z dnia na dzień. 2. Wobec tego pani doktor nazwała małego kasownikiem.
Jednak najwięcej zmian zaszło w domenie motoryki i wytrzymałości. Fi bowiem chwyta i z ręki do ręki, a to wszystko najchętniej w pozycji siedzącej. Niektórzy mówią nie sadzać, niektórzy sadzać, więc trzeba było znaleźć złoty środek, tym bardziej że sam Fi dość jasno dawał do zrozumienia swoje preferencje. Na początku okupione upadkami, które niezmiernie potrafiły bawić, wprowadzając postronnych w przerażenie, bowiem u dziecka głowa najbardziej ciąży. Upadki poprzedzało pijane kołysanie i podrywanie najcięższej części – więc nie było jak nie śmiać się z dziecka. Na szczeście ono zinterpretowało to jako śmiech do niego, co tylko wzmacniało nasz ubaw, gdyż smiechem nie raz odpowiadał.
Do tego wszystkiego koleś dolewał coraz to nowymi dźwiękami, szczyt osiągając pod koniec Gdańska, gdzie prawie wszystko komunikowane było roześmianym (lub nie) piskiem. Co miejsce, to coś nowego. Przez Serock, gdzie mieszka małżeństwo mikołajowe, Kurpie, gdzie pradziadostwo, Trójmiasto z dziadkami oraz Lublin z prababcio/stryjociotkami Fi przechodził bardzo intensywną metamorfozę mimik, zachowań i głosów.
To zabawne, gdy rodzice zaczynają dzień od refleksji, że syn od poprzedniego wieczora trochę wydoroślał.
Podobne posty:
- FF czyli Filipowe Fanaberie Okazuje się, że puchak to mało. Kiedyś rzadkie, teraz – w miarę jak młodzieniec odkrywa...
