31 października 2008
Nie krzysiek, ale Maciek. Z dołu. Też z lutego. Pojawiać się zaczął pod 35 dzięki swojej mamie, która w powietrzu 2 piętra w górę go przynosić zaczęła. Fi zdziwiony trochę się okazał, że oto ktoś może mieć zakusy na jego zabawki, że ktoś może obok piszczeć i konkurować z nim na dźwięki, miny, ruchy no i o uwagę. Choć tak naprawdę trudno poznać, czy to chodzi o to, czy może po prostu o ograniczone obcowanie z rówieśnikami, które sprawiają, że Fi osowiały jest przy nieczęstych z nimi kontaktach.
Dźwięki. Ostatnio na pewno o to poszło. Maciek za Filipem pisk wydał osobliwy, na co Filip znalazł w katalogu reakcji tylko jedna możliwość odezwy – płacz. Na początku dość spokojny, choć na tyle wyraźny, by Maciek potraktował go poważnie i odpowiedział zdwojonym ogniem. To wystarczyło, by Fi przełączył się kompletnie w opcję ofensywy spazmatycznej, na co Maciek… dość. Dość powiedzieć, że trójka rodziców na to wszystko zareagowała lekkim bólem okolic brzucha, czyli naturalną konsekwencją śmiechu. Trudno się bowiem nie śmiać gdy dwa bąki siedzą obok siebie ryjąc w kanonie. Niemniej jednak chwile takie ulotne są wyjątkowo, bo przed tym, jak się same wyczerpią, konieczna jest interwencja. Tuli tuli, otarcie łez i brzdaki znów na podłodze pląsają aż miło.
Wniosek pierwszy – należy socjalizację zaczynać dość wcześnie. Drugi – nie wchodzić za szybko w paradę, niech się brzdaki same uczą załatwiania spraw, a starzy niech tylko patrzą, by nie przeoczyć momentów krytycznych.
tatafi
25 października 2008
Dzień przed ukończeniem 8go miesiąca Fi dostał korby analogicznej do tej, która go nawiedziła parę miesięcy temu i nakazała mu siedzieć. Tym razem poszło o stanie. Nogawka, łóżko, noga krzesła – rekwizyty wcześniej z zasadniczo innych worków semantycznych weszły nagle do jednej kategorii, której wspólną cechą jest przydatność do podciągnięcia się. Nie mówiąc o dłoniach rodziców, które stały się jednoznaczną przepustką do wystrzelenia na równe nogi. No, niekoniecznie aż tak równe. Tak więc Fi zaczął wymuszać pozycję stojącą, z dnia na dzień, wobec której jednak byłem dość sceptyczny, ze względu na wiek młodzieńca. Że stawy słabe, że to i że tamto. Z jednej strony poczucie cholernej odpowiedzialności za to, żeby nie przeoczyć niczego i nie zaniedbać rzeczy pozornie błahych, które mogłyby pogorszyć kondycję fizyczną w przyszłości, a z drugiej wrażenie, które parę dni wcześniej stało się na tyle jasne, by wykrystalizować się w myśl. Pomyślałem, że chciałbym, żeby syn był już trochę większy. Nie na tyle, żeby już z domu wyfruwać, czy nawet być godnym towarzyszem do kopania piłki, lecz tak, żeby można było stwierdzić, że to już kolejna faza. A na myśli mam tu chodzenie i mówienie. Jak widać od wrażenia przez myśl do akcji w łańcuchu nieprzyczynowoskutkowym całkiem niedaleko, bowiem już parę dni później, a konkretnie w swoje miniurodziny Fi dokonał pląsa zupełnie osobliwego. Otóż bardzo sprawnie, bez ludzkiej pomocy przybrał sam pozycję całkowicie wertykalną. W łóżeczku swoim więziennym ma białe szczebelki, które mają chronić go od niebezpieczeństwa grawitacji, a którymi posłużył się, by na wspomniane niebezpieczeństwo się narazić. Stawać staje, stać stoi, ale zawsze niewiadomą pozostaje jak długo ten stan utrzyma oraz w którą stronę przeciąży, jeśli euforia lub nieporadność wezmą górę. Euforia, bo stanie – jak i siedzenie – nową, niebagatelną jakość wnosi, że piski i sapania wszelakie (podpatrzone u koleżki z dołu) stały się nieodłączną częścią nowego rytuału, niejednokrotnie ten rytuał podkopujące. Nieporadność natomiast taka, że stópki niekoniecznie płasko i w jakiejś logice ustawione, biodra jak do hulahop pracują giętko, bo tak miło, ręce chcą równocześnie eksplorować, a wzrok ogarnąć próbuje jak najwięcej.
tatafi
18 października 2008
choć zgrzyta zębami i namiętnie warczy do siebie bez powodu, to męski dzień z synem należy zaliczyć do bardzo udanych.
tatafi
17 października 2008

.. i uśmiech, który rozbraja twardzieli

o, takie mamy wspaniałe Dziecko!
mama_fi
11 października 2008

produkt uboczny dnia na polanie podczas okladkowej sesji Cinemona. słońce, widoki na przedtatrze i przejmujący smród tony świeżego obornika wyłożonego na polu obok. żona mówi, że można to ująć bardziej subtelnie, jednak smród tudzież fetor subtelny bynajmniej nie był (nawet się wprosił do domu w ciuchach), więc na subtelności sobie nie pozwolę.
tatafi
8 października 2008
oswajamy jesień, z którą nigdy nie miałam ochoty wejść w głębsze relacje. nastrajała mnie nostalgicznie. bo zwykle zimno po gorącym lecie. i wietrznie. i mało przyjemnie. teraz stąpam lekko po chodnikach usłanych kolorowymi liśćmi, mrużę oczy wyciągając szyję w kierunku ciepłych jeszcze promieni. dziecko w wózku rytmicznie macha nogami. podnoszę kasztana, wręczam dziecku. uśmiecha się z tylko sobie znanym wyrazem. idziemy dalej. dzieć pomrukuje, ja cicho nucę.


mama_fi
5 października 2008
Od kiedy Fi został sprowadzony do parteru, to jest podłogi, umiejętności zwiększyły się w sposób zastraszający. Mowa tutaj o ostatnim tygodniu, a zastraszający dlatego, iż cokolwiek znajdzie się w hipotetycznym zasięgu, staje się celem zwinnych rąk pchanych 8ma kilogramami żywej materii.
Dziś rano miała miejsce zupełnie nowa sytuacja. Po przebudzeniu Fi leżał cicho, lecz gdy mama zwęszyła nadchodzące kłopoty spowodowane znudzeniem, przerzuciła syna na podłogę dając sobie i małżonkowi możliwość dospania. Maluch z podłogi zrobił swoje królestwo przemierzając wzdłuż i w poprzek dywanu, bawiąc się czymkolwiek, co się tam znajdowało. Okazuje się zatem, iż pomimo uprzednich obaw, Filip nie tylko potrafi zająć się samodzielną zabawą ale i porusza się całkiem zgrabnie włącznie z przerzucaniem się z pleców na brzuch, co jest zupełnym novum.

tatafi
3 października 2008
Fi od dawna wykazywał tendencje do usztywniania nóg. Mówią nie stawiać takiego małego brzdaka, przyjdzie na to czas. Niewątpliwie. Jednak obniżając dno łóżeczka i przemeblowując pokój Justyna ustawiła małego na nóżkach, na niższej podłodze. Wcześniej jakoś przy okazji wyszło, że Fi raduje się przyjmując taką perspektywę. Okazało się, że daje rade stać minutę, tańcząc dziko czy podskakując jak na rodeo odrywając rękę i machając nią w powietrzu. Udało się zdjąć tylko chwilę.
tatafi
1 października 2008
Nie pamiętam nazwisk ludzi, z których ust słyszałem, iż niemożliwe jest wyspać się na zapas. Więc jeśli to jest reguła, to dane nam było doświadczyć wyjątku. Młody dostał gorączki – tzw. trzydniówki, którą jakoby przechodzi większość dzieciaków do 2go roku życia. Wirusowe coś, gorączka bez innych objawów zakończona wysypką. Przeszedł modelowo. Na szczęście bez paniki rodziców, pomimo 40,1 C.
Dzień po Fi postanowił odespać – tak jak zwykle śpi przeciętnie 2-3 godziny w ciągu dnia, tak tego odpadł na 6. Noc minęła normalnie, kolejny dzień również.
Po czym znowu noc, gdzie Fi budzi się o 3.30 pełen wigoru, uśmiechu, papy pełnej paplaniny z nogami fruwającymi pomimo kołdry. 2 godziny zabawy, noszenia, zapałki w oczach, noc w d… Niebywałe.
Przypomniały mi się horrory hiperenergetycznego Bruna, który tak właśnie codziennie przygotowywał rodziców do kolejnego dnia, co pozwoliło mi pewne sprawy zrozumieć i uruchomić retrospektywne współczucie.
tatafi