talib w roli głównej



Na początku było miarowe uderzanie nogami, które w powietrze unosiły niemalże całe ciało. Ze 2 miesiące miał, gdy rozpoczął tę praktykę. Potem szybkie siedzenie bez umiejętności podnoszenia – wystarczył znak w kierunku rodziców, którzy wiedzieli, że trzeba palce dać do złapania i pociągnąć. Dokładnie tak, jak piszą, żeby nie robić, bo dziecko samo wstanie w odpowiednim czasie i to z leżenia na brzuchu. Dodatkowo jakiś czas wcześniej pewna lekarka prychnęła, że bąbel słaby i lichy jest, gdy mały Fi nie chciał się podciągnąć na jej palcach. Nie chciał, bo nie chciało mu się najzwyklej, w normalnych warunkach ciągnął jak trza. Poza tym uznaliśmy, że silny jest, bo gdy już sam siadł, to stabilnie. Nie żadne poduszki, podpórki i inne wykrzywiacze kręgosłupa. Fi siedział, bo umiał. Niezbyt pięknego dnia osiemnastego lipca nie byłem świadkiem, gdy po raz pierwszy mu się udało. Co prawda upadał czasami, lecz to ludzkie takie, więc dozwolone. Nad morzem było już coraz stabilniej, szybko Fi polubił nową pozycję, ku mojemu lekkiemu przerażeniu, że jednak nie własnym li tylko wysiłkiem wstaje, tylko z pomocą.
Nudy, ot zwykły niezwykły rozwój, podciąganie, klęczenie z podparciem, przewracanie na plecy, potem na brzuch, w końcu samemu siadanie (mięśnie brzucha od wczesnego machania nogami na tyle się wzmocniły, że wystarczyło się podeprzeć łokciem i siup, siad, czyli dokładnie nie tak, jak mówił lekarz), później wymuszane wstawanie (znowu trwoga olaboga, bo trzymany za ręce gumowe nogi latały jak u elvisa), raczkowanie, samodzielne stawanie, no i za ręce chodzenie. Aha, w międzyczasie był stołek barowy użyty jako balkonik, wpierw do poruszania się na dupce – czyli siadamy przy stołku, pchamy go, a do niego przyciągamy odwłok (tu Fi przeszedł samego siebie powodując gromkie salwy śmiechu). Niedługo później – czyli obecnie – śmiechu to już nie powoduje, lecz zdecydowane “Filip nie wolno!” – wystarczyło dwa razy zobaczyć małego robaczka przygniecionego ciężkim hokerem. Gdy już musi, zamiast taboretu dostaje krzesło. Pcha i idzie, choć zasięg i prędkość jest nieprzyzwoicie mniejsza niż przy raczkowaniu, które odbywa się w tempie ekspresowym i nigdy nie było wstecz. Co do zasięgu, to pokrył on już całe mieszkanie z łazienką zwłaszcza.
Doraczkowuje i wstaje, i buja się, i bęc, choć coraz rzadziej bęc. Zabawne jak odkrył frajdę bęc – stojąc w łóżeczku przede wszystkim puszczał wpierw jedną rękę, potem drugą, by z uśmiechem doświadczyć siły grawitacyjnej, która niejednokrotnie spłatała mu figla przewracając go boleśnie. Niemniej nie poddawał się i ku memu największemu zdziwieniu, w młodzieńczym balansie między siłą życia a autodestrukcji oddawał się z radością wielką takiemu upadaniu. Przećwiczył, doświadczył by zacząć siadać z gracją godną starej panny :) Niemniej odwaga znalazła ujście w puszczaniu się przy staniu – Fi lubi stać i odrywając ręce balansować w pozycji wertykalnej. Póki co rekordem jest 6 sekund – szkoda, że nie mamy małego hoolahop, bo na biodra nałożone zaczęło by pewnie wirować od balansowania. Dzikość w raczkowaniu, stawaniu, chodzeniu za ręce i puszczaniu się jest ogromna. Zrobiliśmy zakład z małżonką czy Fi będzie do świąt samodzielnie postawi pierwsze kroki. Postęp jest ogromny, jednak upływ czasu też zaskakuje, skutkiem czego zamiast strony winien raczej wypełnię stronę ma :)
gdy po swojemu harcowali chwycił Tomek fot kilka. Małżonka jakby przestała patrzeć na męża pod kątem tematu do zdjęć, co nie dziwi, zatem fachowa interwencja Tomka uchwyciła widoki nie zapisywane. Rzadki gość, a wkład zawsze wnosi. Chwała mu za to :)
Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress