rozmowy przedobiednie

27 stycznia 2009

Filip czekając na obiad ( pora ku temu była właściwa )  zainteresowany na chwilę  Zwierciadłem:

- tataaa..

- co? - odpowiada Rafał nakładając rybę na talerze:

- daaaj..

- obiad?

- tak!

trzeba mi wierzyć na słowo. dowodów nie mam. niestety. Filip mało tego, że w ostatnim tygodniu testuje swoje nogi, równowagę, to dodatkowo zaczął świadomie z nami rozmawiać. stara się chłopak. raczkowanie to przeżytek. wszędzie stara się dojść na własnych nogach ( tylko nogach), no chyba, że akurat ma ochotę na przytulanie. wtedy mama niezastąpiona. albo kiedy niespodziwanie, zapewniam, że ze zmęczenia usypia..

20090127_rafsagan5992_rozmowyprzedobiednie

admin
| FOTO

pierwsze 3 metry czyli yes we can

20 stycznia 2009

Okazuje się, że trudno jest określić moment, kiedy dziecko zaczyna chodzić. Od pierwszych samodzielnych kroków minęło 15 dni – początkowo bardzo nieśmiało było 2-5, potem 5-10, następnie szło w kilkanaście, w końcu przestałem liczyć, bo młody wprowadzał zwody typu stanę i zawrócę, stanę i skręcę,  stanę i przykucnę etc…

Dzisiaj jednak – jak to się mówi – przeszedł samego siebie pokonując sprawnie odcinek 3 metrów niosąc mamie białą foczkę. Jako że aportowanie to jedna z jego ulubionych zabaw, mały człowieczek instynktownie wyczuwa, że raczkowanie wyznacza spore bariery w prędkości przesyłki. Chyba dlatego chwytany za obie ręce już nie chodzi, lecz biega.

20090120_rafsagan5872_pierwsze3metry

tatafi
| FOTO

parę z kąpieli

18 stycznia 2009

Junior zdziczał w wodzie.  Nie jest mu dane zbyt często brać kąpiel w luksusie pełnej wanny i obecności rodzica, więc gdy już się zdarzy, to w włącza mu się bzik. Tzn. ostatnio był bzik, dzisiaj to włączył się do potęgi. Pływać, chlapać, wstawać, włączać i wyłączać wodę, wrzucać wszystkie buteleczki do wody. Cholernie zadowolony dzik. Kumaty dzik, choć brykający dość nieustannie.

Btw zdaje się, że nasze fugi powoli zmieniają się w fungi.

tatafi
| FOTO

kokiety

13 stycznia 2009

Takie spojrzenie towarzyszy dwóm momentom; pierwsze posyłane jest zaczepka tudzież kokietka do osobników z szerokiej i płynnej kategorii obcych, którzy przestają być obcymi po czasie pierwszego oswojenia. Drugi natomiast to kokietowanie rodzica, który wyraźnie i zdecydowanie mówi “nie wolno” w odniesieniu do czynności zabronionych, w których rozsmakowuje się Fi. Ten zaś nagina, testuje – po komendzie “stop” powtarza niepożądanie zachowanie, tylko jakby z większą gracją lub w zwolnionym tempie, by lepiej prześledzić reakcje opiekunów.

Taki czy inny motyw, spojrzenie kruszy lód serca, który już dawno stopniał. Co wcale nie oznacza, że stop zostaje zawieszone…

20090113_rafsagan5453_kokiety

tatafi
| FOTO

dziesięćipól

10 stycznia 2009

Końcówka roku strzeliła jak z bicza. Fi się rozbrykał i rozkrzyczał – jedzie podług swojego kalendarza, który reguluje mu rozwój jak trzeba, choć  – jak się okazuje – nie jest niezależny od czynników zewnętrznych. Najwyraźniej ukazało się to, gdy dzień po powrocie z dwutygodniowych wojaży Filip postanowił odbić się i postawić kilka pierwszych kroków. Zupełnie samodzielnie. Wydaje mi się, że zamiar taki miał już wcześniej, jednak okoliczności nie sprzyjały. Zamieszanie okołoświąteczne z trylionem członków rodziny dookoła, nowe miejsca, nowe bodźce (odreagowywane ponownym odkryciem sysa), bestia. Intryguje mnie bardzo ta kwestia nowych miejsc – z jednej strony zdaję sobie sprawę, że zmienione zachowanie wynika z poczucia obcości, a więc i pewnej niepewności nowego, która objawia się większym skrępowaniem, a co za tym idzie pozornym spokojem przeplecionym natężonym ssakowaniem, z drugiej strony jesdnak mam wrażenie, że wtedy świat staje się mikroquasisceną, gdzie trzeba odgrywać rolę cichca, aniołka, etc. Tak jest dzień, dwa, trzy. Potem Fi się luzuje i zaczyna zachowywać się prawie jak w domu. Kwestia tego prawie jest największą zagadką, bowiem od rozległości prawie zależy to, na ile kalendarz rozwoju jest autonomiczny i narzucający realizację potencjałów, a na ile podległy okolicznościom. Jak na dłoni pojawia się napięcie między tym, co naturalne, a tym co kulturowe, społeczne.

Zatem u ludzi z cicha pęk, a w domu dawaj ile wlezie powietrza w płucach, siły w nogach, sprężystości w ramionach i kolanach itp itd… tak, że dzień po dniu od poniedziałku Fi trenował, by dzisiaj dawać popisy odcinków specjalnych (ok 10 kroków) ze skrętami, zwrotami, przystankami oraz przysiadami. Cud miód, choć ojca stosunek nie jest szczególnie entuzjastyczny do chodzenia 10,5miesięczniaka, bo po co mu już kręgosłup obciążać, skoro może sobie jak szczeniak pełzać wzmacniając to i owo w pozycji horyzontalnej.

Że chodzi to jedno, a że testuje rodziców to drugie. Doskonale rozumie, czego nie można i właśnie dlatego będzie testował, na ile starzy będą obstawali przy swoim, a na ile puszczą źrebaka jak źle uwiązany latawiec. Rozkoszniak, bo zabawa w odkładanie byle papierka może trwać w nieskończoność.

Poza tym zrobił się jakiś taki niejednoznaczny, czyli bardziej ludzki. I to raczej to nie kwestia jego ontogenezy, lecz ewolucji percepcji staruszka, który po pierwsze zdążył przyzwyczaić się trochę do obecności malucha, po drugie pozwala sobie na zróżnicowane emocje, by lojalnie strzec granic i wysyłać wyraźne komunikaty, po trzecie – do cholery – to koń już mały się robi, a nie dzidzia więc ile można gugugaga. Uśmiech fajny jest, ale jakże mógłby się on zdewaluować bez kontrolowanego wybuchu złości z mniej lub bardziej błahego powodu.

Póki co parę wspominek z wojaży, tata zbytnio zaangażowany jest w asekurowanie chodziarza (który lubi używać głowy do przesuwania ścian i podłóg)  niż podglądania przez wizjer aparatu, by foty były całkowicie aktualne.

tatafi
| FOTO

kibice

9 stycznia 2009

20081231_img_5292_jot

20081231_img_5298_jot

ps. nie zostawiając miejsca na wątpliwości : Pan po prawej na fot. 1 jest graczem prowadzącym (zdobywającym właśnie kolejne acziwmenty ), graczem przegrywającym jest mąż mój, a kibicami Filip i Paweł (dla bezpieczeństwa obu rozgrywających uplasował się pomiędzy ).

zwróć uwagę na mimikę. jak na stadionie!

mama_fi
| FOTO

poświąteczny update no.1

8 stycznia 2009

syn nam się postarzał, wydoroślał nieco. wśród wujów, ciotek niektórych pierwszy raz widzianych, trenował miny te najbardziej kokieteryjne. ile mógł i gdzie się dało ćwiczył zawzięcie kroki, trzymany za ręce. wszystko po to, by przypodobać się jednej pannie.

choć ojciec jej zarzeka się, że każdego absztyfikanta odstrzeli. Filip -Odważnik zdążył już widzieć Zuzannę w odzieniu sennym oraz pod jedną kołdrą czas jakiś spędzić.

Gwiazdka rodzinnie, Sylwester w gronie przyjaciół. Prawie dwa tygodnie poza domem. Piękne chwile.

I niespodzianka:  Filip wykonał dziś kilka zdecydowanych kroków wpadając w ramiona mamy – celem ostatecznym był UWAGA -  żurawinowy Crunchy :)

mama_fi
| FOTO

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress