guziczek nr 2
Nie ma to jak wywoływać wilka z lasu tudzież wyciągać trupa z szafy. A tak właśnie się stało ze wspominkami guza nr 1, którego konsekwencją był wieczór w szpitalu, a który urósł do wielkości piłki do pingponga w minutę. Wtedy w ferworze zabawy, zupełnie jak dzisiaj. Fi wykombinował, że da się wspiąć na dwa pudełka i siedząc na pokrywce mieć dobrą zabawę. Dzisiaj jednak postanowił przetestować zmienną rozciągłości, tj. siedząc 30 cm nad ziemią rzucił się w bok i zamiast skończyć lot wciąż w polu pokrywki pudełka, trafił czołem w bezkres podłogi. Twardej podłogi.
Dziwi mnie jego umiejętność rozbijania się jako finał zabawy, a nie podczas tych bardziej powszechnych, np. nauki szybkiego chodzenia, które zaczyna uprawiać. W kontekście tego poniższe zdjęcie można uznać za manipulację, bo guz nie jest od chodzenia tylko od lądowania na głowie.

Podobne posty:
- natourette Żeby sesji stało się zadość, poszliśmy w piątek wieczorem do szacownej mordodajni na miasteczku studenckim,...
- firaczek Ostatnimi dniami października mały Fi w końcu zaczął raczkować po bożemu w miejsce nieudarnego czołgania...
- nic poza zasięgiem Od kiedy Fi został sprowadzony do parteru, to jest podłogi, umiejętności zwiększyły się w sposób...

toj, o musiało boleć! biedny dzielny mały Fi
shyshonka — luty 7, 2009 @ 10:50 po południu
Niestety nie pierwszy i nie ostatni guz. Pozdrawiam
magiczne-chwile — luty 16, 2009 @ 10:04 po południu