sen – nowa jakość

27 marca 2009

a ja się publicznie pochwalę: pierwszy raz od ponad 13 miesięcy zasnęłam i obudziłam się w czasie zależnym tylko od siebie. cudowne uczucie! syn przespał całą noc. w swoim łóżeczku, zasnąwszy bez niczyjej pomocy.

mama_fi
| FOTO

idzie wiosna. idzie nowe.

24 marca 2009

W kościach czuję, że nadchodzą jakieś poważne zmiany. Jedną już rozpoczęliśmy, o czym wkrótce, kolejne ustawiają się w kolejce. Ostatnie śniegi topnieją, słońce zaczyna zachodzić tam gdzie trzeba, a okna proszą o ścierkę, wyciapane łapkami Fi, który doczekać się nie może, by ziemię bardziej intensywnie pod but wziąć.

tatafi
| FOTO

tuptuś czyli dzień bez snu

21 marca 2009

Stało się. Oddaliśmy dziecko w zupełnie obce ręce. W nawale pracy i innych edukacyjnych obowiązków oraz z niechęci przed nadużywaniem uprzejmości znajomych i przyjaciół, postanowiliśmy oddać Fi na parę godzin do instytucji żłobka/przedszkola na godziny. Piszę o tym, jak o nie wiadomo jakim wydarzeniu, chyba wciąż pod wpływem Justyny, która – rzecz naturalna i pożądana – nie oszczędzała sobie matczynych stresów związanych z tym precedensem. Stresów związanych z obawami, z których… żadna okazała się nie spełnić.
Po pierwsze nie było telefonu, żeby dziecko zabrać, bo ryczy i nie może się zaadoptować do nowych dzieci (5tka starszych) oraz nieznanego miejsca.
Po drugie nie było mu jakoś specjalnie przykro, że bez rodziców w nieznanym, bowiem nawet bawił się i nie stronił od parolatków.
Niemniej, gdy nadeszła pora spania, to koleś postanowił czuwać. Odpadał na rękach, jednak niechętny był próbom ułożenia go do snu. Zatem z 5 godzin w Tuptusiu, 2,5 spędził z powiekami na zapałkach, przyklejony do rąk i nóg opiekunek, które stwierdziły, że tak czujnego dzieciaka, to jeszcze nie spotkały. Odbierając go, oczekiwałem, że odpadnie w aucie albo będzie robił jatkę w domu. Zonk! Nic z tego, w samochodzie śpiewał z McFerrinem do YoyoMa, a w domu dostał takiego speeda, iż miałem wrażenie, że przespał całego Tuptusia.
Co więcej, zjadł obfity obiad nie protestując, bawił się samodzielnie, o drzemce zapomniał, a spać poszedł dopiero po 8. Widać nowe sytuacje mu służą.

tatafi
| FOTO

właczność

19 marca 2009

Interpersonalne docieranie skrzatów tej samej płci okazuje być nie lada wyzwaniem. Dużo barier, dużo przeszkód, jeszcze więcej niedomówień, o nieporozumieniach nie wspominając. Teraz konkret. Udaliśmy się 2 piętra niżej pod 19, gdzie zamieszkuje wspominany już tutaj wcześniej Maciej L. z rodziną (w tym z 10 letnią siostrą, co może mieć znaczenie).
Maciuś jest istotą niezwykle ruchliwą, czasem pogodną czasem nie, nie stroniącą od pożywienia oraz wyraźnego wyrażania swoich zamiarów.
Filip również jest ruchliwy, choć inaczej, humory miewa, nieprzesadnie przybiera na wadze, a na obcym gruncie bywa zachowawczy czy nawet lekko spięty.
Obaj byli zmęczeni. Filip chodził po pokoju z zabawką Maćka, którą ten postanowił mu odebrać. Jak postanowił, tak uczynił. I choć pewnie nie miał złych intencji, to Fi odebrał to przejęcie bardzo osobiście i zaczął płacz. Uspokoił się na bardzo krótko, bowiem sytuacja się powtórzyła chwilę później, tym razem doprowadzając go niemalże do spazmów. Mało tego, zgodnie ze znaną regułą, za moment był replay, co Filipa pchnęło niemalże do rozpaczy. Jego płacz wyrażał największy ból i żal, jaki można sobie wyobrazić. Rzucając się mamie w ramiona, po drodze zdążył przejść po Maćku, lekko go naruszając bucikiem.
Jeszcze zanim zdążyliśmy ochłonąć, dopadły nas kłącza myśli – jak reagować?! Co się dzieje do licha, czemu Fi tak wyje wniebogłosy to pierwsze. Jedynak, zmęczony, obcy teren, ruchowa dominacja Maćka, wszystko to może przyczyniło się po trochu. Jednak nie minimalizuje to konsternacji – toć nie można odebrać Maciusiowi jego zabawki, bo primo to jego, secundo Fi zobaczy, że siła nie wiadomo jaka jest po jego stronie, co nie byłoby zgodne z realiami. Skończyło się na przytuleniu, x1, x2, x3 oraz werbalnym zagrzaniu malucha, by nie oddawał pola.
Bo o co tak naprawdę poszło? O konflikt doraźnego interesu? O napaść fizyczną? O odmienną definicję własności? Jakkolwiek interpretując, czy podług teorii gier, czy atawistyczno-biologicznie czy mając na uwadze niuanse międzykulturowości, wyrażającej się tym, że dla Fi własność uchwytna była w momencie, a dla Maćka to jednak coś bardziej trwałego, fakt faktem, że doszło do urazu, który uruchomił u rodziców procesy odpowiedzialne za reakcje. Wrzucił światło, że oto po niedalekiej przyszłości oczekiwać można nowej jakości problemów i zagadek do rozwikłania, na które warto przygotować nowy wachlarz reakcji i postaw.
Ciekawe, że pomimo upływu paru dni, do tej pory nie zapanowała zgoda między rodzicami co do interpretacji przyczyn tak silnej reakcji Fi, choć – szczęśliwie – nie było rozbieżności w ocenie metod interwencji w takiej sytuacji.
Jest jeszcze jeden niuans, który do tej pory silnie mnie nurtuje. W moim mniemaniu Fi po trzecim urazie, idąc do Justyny i napotkawszy Maćka, z premedytacją postawił swój bucik na jego nodze, ze zwrotem siły zgodnej z siłą grawitacji, powtarzając to przyłożenie parokrotnie, co można by określić kopaniem w odwecie. Czy 13miesięczne dziecko zdolne jest do zastosowania się do zasad etyki ząb za ząb? To byłoby dbaniem o pole. Czy może było to wyładowanie napięcia? To byłoby odreagowaniem. A może – jak myśli Justyna – po prostu próba przedostania się na jej stronę?
Tak czy siak, chłopaki się pogodzili, żyją w zgodzie, choć Filipek odnosi się z respektem do Maćka.

tatafi
| FOTO

nowy sposób podróżowania

11 marca 2009

Od momentu kiedy poznał smak wolności – przemieszczając się nieskrępowanie poza domem także na własnych nogach,  jest to jego ulubiony sposób podróżowania. 

20090304_rafsagan9739_44_nowysposob

Polubiliśmy też – wszyscy troje – wiązanie na plecach – zwłaszcza, kiedy są to plecy taty :)

20090304_jot9702_nowysposob

mama_fi
| FOTO

urodziny. pierwsze

3 marca 2009

20090222_rafsagan9639_urodzinypierwsze

moja nieaktywność blogowa bierze się stąd, że w naszym domu od jakiegoś czasu z jakiegoś przypadku brakuje jednego komputera.

zdjęcia robię. zatem publikuje rocznicowe zdjęcie dziecka.

mama_fi
| FOTO

w końcu spacer

2 marca 2009

Korzystając z pierwszych wiosennych powiewów słońca, Fi wyskoczył z polarnego skafandra, wzuł buty i zabrał rodziców na pierwszy prawdziwy spacer. Bez wózka, ochraniaczy ani smyczy, bowiem wywrotki okazały się być radością, tak jak bieganie na strony najmniej przez rodziców pożądane oraz maksymalnie intensywne używanie strun głosowych i pojemności płuc.
Oprócz chodników z barierkami obsikanymi przez milion psów, mały Fi zaliczył bieżnię, z której ciągnęło go ku ziemi z lichymi strzępami zbutwiałej trawy. Zrobił 5 ósemek, 3 szóstki i nieskończoną ilość esów floresów. O nutach i półbutach nie wspominając.
Komplikując trochę, zastanawiam się, na ile była to manifestacja przekazu rodzinnego, z tą ziemią, trawą i pięciolinią.

tatafi
| FOTO

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress