tuptuś czyli dzień bez snu
Stało się. Oddaliśmy dziecko w zupełnie obce ręce. W nawale pracy i innych edukacyjnych obowiązków oraz z niechęci przed nadużywaniem uprzejmości znajomych i przyjaciół, postanowiliśmy oddać Fi na parę godzin do instytucji żłobka/przedszkola na godziny. Piszę o tym, jak o nie wiadomo jakim wydarzeniu, chyba wciąż pod wpływem Justyny, która – rzecz naturalna i pożądana – nie oszczędzała sobie matczynych stresów związanych z tym precedensem. Stresów związanych z obawami, z których… żadna okazała się nie spełnić.
Po pierwsze nie było telefonu, żeby dziecko zabrać, bo ryczy i nie może się zaadoptować do nowych dzieci (5tka starszych) oraz nieznanego miejsca.
Po drugie nie było mu jakoś specjalnie przykro, że bez rodziców w nieznanym, bowiem nawet bawił się i nie stronił od parolatków.
Niemniej, gdy nadeszła pora spania, to koleś postanowił czuwać. Odpadał na rękach, jednak niechętny był próbom ułożenia go do snu. Zatem z 5 godzin w Tuptusiu, 2,5 spędził z powiekami na zapałkach, przyklejony do rąk i nóg opiekunek, które stwierdziły, że tak czujnego dzieciaka, to jeszcze nie spotkały. Odbierając go, oczekiwałem, że odpadnie w aucie albo będzie robił jatkę w domu. Zonk! Nic z tego, w samochodzie śpiewał z McFerrinem do YoyoMa, a w domu dostał takiego speeda, iż miałem wrażenie, że przespał całego Tuptusia.
Co więcej, zjadł obfity obiad nie protestując, bawił się samodzielnie, o drzemce zapomniał, a spać poszedł dopiero po 8. Widać nowe sytuacje mu służą.
Podobne posty:
- maszyna na dzień dobry W końcu blog ten zaczyna pełnić swoje statutowe funkcje, czyli notatnika wycieczek werbalnych małego Fi,...
- Tyche Jeszcze nie znamy dnia ni godziny. Czy jeszcze parę tygodni? Dni? A może godzin? 1...

Fi dziś do mnie zadzwonił z tel Justyny.
słyszałam Go wyraźnie.
akurat miałam zajęcia więc nie mogłam posłuchać zbyt długo.
faktycznie, ton głosu miał uśmiechnięty.
pani prowadząca skwitowała: ‘nic nie szkodzi’.
pzdr
plonacazyrafa — marzec 26, 2009 @ 5:59 po południu
a to heca. po krótkim dochodzeniu okazało się faktycznie, że ten telefon miał miejsce, ku największemu naszemu zdziwieniu. jak się okazuje, próbował również wysłać smsa o treści “.”, ale Justyna w porę odebrała telefon!!
tatafi — marzec 26, 2009 @ 7:34 po południu
dzielny chłopak!
shyshonka — marzec 27, 2009 @ 9:30 po południu