kwiecień rozpieszcza
kwiecień rozpieszcza nas pogodą. wychodzimy więc rano by wrócić w porze obiadu. po krótkim odpoczynku znikamy w promieniach słońca i między innymi rodzicami i dziećmi na placach zabaw. nie podejrzewałam, że to może być takie przyjemne. obowiązki dnia codziennego wypełniamy wieczorem. bo Filip zasypia pokazowo. 19.30 bez naszego udziału. żeby nie było jednak, że mamy dziecko idealne – wstaje rześki o 6. czasem trochę przed. ja się tej wczesnorannej rześkości uczę na nowo. uczę się też jak stawiać granice. jak odmawiać tej rozkosznej istocie, która w sekundę ze słodkiego bobasa zamienia się w krzyczącego ile sił szantażystę. bo usłyszał NIE. bo akurat trzeba zmienić pieluchę, a on ma ochotę biegać. albo cokolwiek innego. ruch zdaje się uwielbiać ponad wszystko. kolejnym powodem do krzyku i płaczu jest odmowa na Filipowe przeciągłe, słodkie ” daaa?” / chodzi w tym wypadku ewidentnie o pierś, bo wskazuje w jej okolice paluszkiem /. a że fazę dzieciaka-ssaka dla komfortu czas już zakończyć, to po moim równie słodkim “nie” następuje gromki płacz..
pomaga w tej nauce zieleń traw i głęboki oddech. pomaga koncentracja na celach. ułatwia długotrwałe nasłonecznienie. czerpiemy więc pełnymi garściami z tych dobrodziejstw natury.
Brak podobnych postów.

a Ty Justine to OCZYWIŚCIE jak zwykle wyglądasz jak starsza siostra Fi a nie Mama ;] zazdrocha ;p pzdr
plonacazyrafa — kwiecień 13, 2009 @ 7:05 po południu
coraz bardziej człowiek, prawda? :) z własnym zdaniem i humorami. a mi się wydawało, ze Zuza już jest duża ;)
shyshonka — kwiecień 16, 2009 @ 12:57 po południu