29 czerwca 2009
Zaledwie kilka dni rozłąki, a tęsknota niemała. Jeszcze większe natomiast zdziwienie, a raczej uczucie zupełnie nie do opisania, na skraju euforii i niedowierzania, które pacnęło po głowie w momencie napotkania wzroku i przepełnionej radością miny Filipa. Parę dni, a twarz tak znana, lecz jakby inna. Tak bliska, a tak na nowo odnaleziona. Od chwili urodzin obraz tej twarzy jest permanentnie wdrukowany w mój umysł, że zadziwiające było rozpoznanie jej na nowo, z innymi cechami, bardziej dojrzałymi.
This SlideShowPro photo gallery requires the Flash Player plugin and a web browser with JavaScript enabled.
tatafi
11 czerwca 2009
Od kiedy pojawiła się szansa na burzę, niezwykle zaczęło mi zależeć, by móc pokazać ją Fi. Ma on bowiem swoje ulubione miejsce na parapecie, gdzie może stać niemalże godzinami, brumbrumując (na widok tramwaju) oraz takając (na widok ptaka), czy też uuaając (na widok psa). Stanie tam gwarantuje możliwość zmiany pieluchy bez gonitwy po domu. Wprost nie mogłem się doczekać momentu, aż stojąc za nim, mając przed sobą stronę zachodnią (skąd zwykle przybywają burze), wskazywać będę mu pioruny, a on mi odpowie swoim nierzadkim bam.
Miało jednak stać się inaczej. Burza przyszła, lecz parapet okazał się niemożliwy, gdyż trwała dość intensywnie końcówka pakowania drużyny matczyno-dziecinnej, która o 16 miała odjeżdzać z peronu 5 w kierunku Gdańska. Pioruny zaczęły walić za 20 trzecia. Fi zdał się nieświadomy apokalipsy albo po prostu nie był zainteresowany zawieruchą za szybą. Pokazywać za bardzo nie mogłem, bo pomagałem co nie bądź, a pioruny raczej na południe od Wisły.
Nie ma go już ponad 24h, ukochana parka dotarła na miejsce, Fi podobno przeszedł chrzest bojowy włażąc po kolana do zimnej morskiej wody, a ja co jakiś czas spoglądam na zegar z poczuciem, że nadchodzi coś istotnego. Może istotnego, a może to rutyna, od punktu widzenia zapewne zależy, niemniej około 2-3 i 7-8 spoglądam jakby częściej. Cicho i pusto, jak po burzy, choć jakoś niezwykle oswaja się czas na nowo. Za parę dni reunion.
This SlideShowPro photo gallery requires the Flash Player plugin and a web browser with JavaScript enabled.
tatafi
8 czerwca 2009
Ostatnią sobotę (czyt. przedłużone przedpołudnie) spędziliśmy przy smoczej jamie. Wraz z Amelką i jej rodzicami (czyt. nowymi sąsiadami) piknikowaliśmy z kocykiem na trawce, pośród bud z wurstem, balonami i innym badziewiem, które dosłownie okalały miejsca atrakcji dla maluchów, typu scena, zjeżdzalnie, pisalnie i rysunkalnie, etc. Ha, tak to mogło wyglądać z zewnątrz, bowiem faktycznie był koc, byli rodzice, lecz miast siedzieć i swobodnie konwersować, musieli na zmianę łapać maluchy, by te nie stoczyły się do Wisły. Gdy już nie uciekały (formuła niemalże hipotetyczna), były karmione na zmianę z jednego naczynia, co mobilizowało do otwierania paszcz. Zdaje się, że tych parę interakcji zbliżyło tych dwoje. Na tyle, by Amelka zaczęła rzewnie wołać Fiwip, a Fiwip robił świnkę, czyli szelmowski uśmieszek na jej widok.
I gdyby nie wursty i ciemna toń, to tylko nadchodząca burza oraz perspektywa niełatwego zasypiania mogły zburzyć harmonię sobotniego poporanka. Na szczęście opad przyszedł w momencie przybycia do domu, a sen zastał Fiwipa w autobusie nr 164 marki Mercedes Benz.
This SlideShowPro photo gallery requires the Flash Player plugin and a web browser with JavaScript enabled.
tatafi
5 czerwca 2009
W związku z nowymi trendami pogodowymi, lato zdaje się dobiegać końca, w związku z czym pozwoliłem sobie na sentymentalne chwile wspominek balkonowego ciepłego wietrzyku na licach Fi, które zatrzymały mi się na dysku. Od początku kwietnia do końca maja takich momentów było niemało. Miast liczyć, że to zaledwie rozgrzewka, a prawdziwe korzystanie z wychodka widokowego ma się dopiero zacząć, mogłem śmiało zachęcać malca, by bardziej intensywnie z niego korzystał. Nie zachęcałem, mając na uwadze zagrożenie, które Fi nieświadomie czynił wyrzucając zgodnie z siłą ciążenia rozmaite przedmioty, głównie zabawki, choć była też piłka golfowa czy łyżki. W pamięci dość dobrze wdrukowany mam widok tablicy w przybytku Zuzy, na której stoi wyraźnie, że za szkody spowodowane przez dzieci odpowiedzialni są rodzice. Ja natomiast nie chciałem gnić na Montelupich tylko dlatego, że dzieciątko poturlało piłeczkę po kafelkach na balkonie.
Teraz balkon jest za szybą, na szybach deszcz i mróz, zatem pozostają futra i parasolki lub melancholia.
This SlideShowPro photo gallery requires the Flash Player plugin and a web browser with JavaScript enabled.
tatafi
5 czerwca 2009
Dziś małżonka dokonała odkrycia mechanizmów rozumowania małego Fi. Od pewnego czasu bowiem intrygujące dla nas było, czemu na pytanie jak robi ryba oraz co to jest (wskazując na muchę), otrzymywaliśmy identyczne odpowiedzi, czyli otwieranie i zamykanie ust z subtelnym dźwiękiem wewnątrzpaszczowym, czyli klasyczną rybę.
Otóż rozwiązanie zagadki okazało się następujące: Filip ryby w oryginale widział w akwarium dwa piętra niżej. Ryby – jak to ryby w akwarium – za szkłem. Muchy pojawiły jakiś czas temu, jak to muchy, obijając się o szyby. Jedno i drugie przy pionowych powierzchniach szklanych, jedno i drugie żywe, ruchliwe i mało dostępne (choć jedną muszkę przetrącił paluszkiem niestety). Zatem wniosek z tego prosty.
Poza tym w ogóle percepcja malucha musi funkcjonować zupełnie inaczej. Mam wrażenie, że nieprawdopodobnie większa uwaga przywiązywana jest do elementów znanych, a przez to są one znacznie lepiej widoczne, na niekorzyść całej reszty. Ostatnio przy okazji nabywania kaloszy Fi podchodził do przeszklonych sklepowych drzwi i warczał. Było to pod arkadami na Krakowskiej 1, po drugiej stronie ulicy była tablica ogłoszeń, dość odległa, na której plakaty były ledwo widoczne. Dopiero po wyjściu ze sklepu zdołałem dostrzec, że jest tam plakat Parady Smoków, który Fi dostrzegł już wcześniej, a że na wizerunek smoka nawykowo tak reaguje, to radośnie nam komunikował swoje spostrzeżyny.
tatafi
4 czerwca 2009
SlidePress cannot find the gallery with this id: 20090531_dyrygujenasluchuje
i to wszystko ostatniego dnia maja
tatafi