Po burzy czas się dłuży
Od kiedy pojawiła się szansa na burzę, niezwykle zaczęło mi zależeć, by móc pokazać ją Fi. Ma on bowiem swoje ulubione miejsce na parapecie, gdzie może stać niemalże godzinami, brumbrumując (na widok tramwaju) oraz takając (na widok ptaka), czy też uuaając (na widok psa). Stanie tam gwarantuje możliwość zmiany pieluchy bez gonitwy po domu. Wprost nie mogłem się doczekać momentu, aż stojąc za nim, mając przed sobą stronę zachodnią (skąd zwykle przybywają burze), wskazywać będę mu pioruny, a on mi odpowie swoim nierzadkim bam.
Miało jednak stać się inaczej. Burza przyszła, lecz parapet okazał się niemożliwy, gdyż trwała dość intensywnie końcówka pakowania drużyny matczyno-dziecinnej, która o 16 miała odjeżdzać z peronu 5 w kierunku Gdańska. Pioruny zaczęły walić za 20 trzecia. Fi zdał się nieświadomy apokalipsy albo po prostu nie był zainteresowany zawieruchą za szybą. Pokazywać za bardzo nie mogłem, bo pomagałem co nie bądź, a pioruny raczej na południe od Wisły.
Nie ma go już ponad 24h, ukochana parka dotarła na miejsce, Fi podobno przeszedł chrzest bojowy włażąc po kolana do zimnej morskiej wody, a ja co jakiś czas spoglądam na zegar z poczuciem, że nadchodzi coś istotnego. Może istotnego, a może to rutyna, od punktu widzenia zapewne zależy, niemniej około 2-3 i 7-8 spoglądam jakby częściej. Cicho i pusto, jak po burzy, choć jakoś niezwykle oswaja się czas na nowo. Za parę dni reunion.
Podobne posty:
- drzemki Jako że od pewnego czasu większość dnia codziennego spędzamy razem z Fi, cieszy mnie niezmiernie,...
- Fiwip, Amelka i Smoki Ostatnią sobotę (czyt. przedłużone przedpołudnie) spędziliśmy przy smoczej jamie. Wraz z Amelką i jej rodzicami...
- a tata był na urlopie! dzieje się u nas wiele. czas ucieka, terminy gonią. staramy się łapać z dnia jak...
