malinki plosze!

24 września 2009

Nasz syn jest istotą niezwykle towarzyską. Kiedy goście nawiedzają nas o 22, potrafi wybudzony z najgłębszego snu przydreptać z sypialni i bez słowa usiąść na moich na kolanach (chcąc ogarnąć sytuację) po czym dołączyć do rózmów i śmiechów skupiając skutecznie na sobie 98% uwagi. W każdym odzwiedzanym przez nas miejscu ma przyjaciół: sprzedawców w sklepie ( do których czasem zagląda tylko po to, by zrobić “akuku”), spacerujących w parku ludzi,  a nade wśród wszystko dzieci. Uwielbia kiedy wychodzimy rano, podskakując w wózku woła: “do parku! parku!”

Nietrudno sobie wyobrazić co czuje zatrzymany w domu na bagatela dwa tygodnie. Na szczęście rozumie, że “pani doktor zaleciła.., wypij syropek to wyzdrowiejesz…, niebawem pójdziemy o parku.. “  Na szczęście nie robi awantury. Ale na pierwszy rzut oka widać,  jak tęskni za utartym scenariuszem dnia. I radosnymi zabawami z dzieciakami.

Ileż dziś radości sprawiła dzisiejsza wizyta Amelii, której tak się spodobało, że postanowiła zostać na noc :)

byly maliny (już ostatnie) alpejskie mleczko, kulki zwane winogronami a atrakcją wieczoru “jumping on the bed!”

mama_fi
| FOTO

toga toga

23 września 2009

Jak było wspominane, Filipa dopadła choroba. Angina z certyfikatem poszła w oskrzela, wywołując charczenie i kaszel. Zresztą, kaszlu i kataru nie brakowało już wcześniej, jednak jakość uległa zmianie. Na początku było to dla małego dość trudne, tak oddychanie, jak i tolerowanie glutów na dłoni, którą je skutecznie usuwał. Biegał co raz to do mamy czy taty wołając toga, toga albo toogi, co – rzecz jasna – oznaczało kozy. Esteta. Nie zdzierżył ani chwili z brudną łapką, co z tego, że pół twarzy ucierpiało również na wspomnianej operacji. Niemniej już po dwóch dniach opanował zgrabny ruch ręka góra dół, skutkiem czego togi zaczęły wchodzić w symbiozę z materiałem tylnej części bluzki czy spodni. Czyli zdrowo jak na chłopaka.

Z grubsza to mało widać tę chorobę, gorączka szybko ustąpiła, gderliwość na umiarkowanym poziomie, tylko energia rozpiera – za oknem lato, a Pepe już ponad tydzień kisi się w czterech ścianach. A chory tata razem z nim. Na zmianę kaszel i kichanie potrafi być niezłą zabawą.

tatafi
| FOTO

13 niedziela

13 września 2009

Zostawiłem Fi z resztą rodziny w Dąbrowie, na 24 godziny zaledwie, a ten mały w tym czasie zdążył się rozchorować oraz powiedzieć ‘dupa‘.
Nie pamiętam kiedy ostatnio miał wyższą temperaturę, jakoś czuję, że minął ponad rok. W sumie do tej pory dwa razy katarek miał i raz – wtedy gdy wystąpiła gorączka – stwierdzono u niego zapalenie ucha, co okazało się błędną diagnozą. W związku z tym przyznaję, że ogarnął mnie niepokój, gdy dogoniły mnie te jakże mało sympatyczne wiadomości. Więc zamiast douczać się do jutrzejszego ustnego, patrzę na ryjek młodego zdjęty o poranku, szukając śladów infekcji.

Fi nie byłby jednak sobą, gdyby – dla równowagi – nie dorzucił akcentów zdecydowanie odmiennego porządku. Mimo iż już ładnych parę miesięcy temu rozpocząłem próby nauczenia go słowa ‘dupa‘ (na co zawsze odpowiadał ‘buty‘), ten mały basałyk postanowił dzisiaj właśnie wyartykułować prawidłowo i w pełni to proste, bądź co bądź, słowo. Coś z tą dupą musiało być na rzeczy, skoro potrafi powiedzieć w miarę wyraźnie młotek, motyl, piłka czy nawet aparat, a 4 litery były zawsze przekręcane. Ma młody poczucie humoru – tak zagrać ojcu na nosie. Poczucie humoru i sprawny narząd mowy, który od paru tygodni codziennie nas zaskakuje. Zasadniczo chyba należy się spodziewać, że lada dzień usłyszymy proste konstrukcje gramatyczne. Respect.

Na załączonych obrazkach widać jednak, że dziecko kulturalnie potrafi czasem jeść widelcem oraz siedzieć w spokoju śledząc z dziadkiem przedpołudniową ramówkę (to cierpliwe siedzenie zdaje się zdradzać oznaki rozprzestrzeniającej się infekcji – zwykle Fi biega nieustannie).

UPDATE 16.09 + nowe zdjęcia

Po niepełnej dobie Tata dobił do podchorowanej reszty rodziny – sam będąc w stanie lekkiego rozkładu, sklejonego dobrym samopoczuciem po zdanym egzaminie oraz adrenaliną przez zdjęciami. Ok 6 po południu u Fi stwierdzono prawie 40 celsjuszy – 1,5 godziny później już byliśmy w szpitalu u lekarza dyżurującego. Szkoda, że bez użerania się z systemem nie ma dyżurujących pediatrów. Niemniej Fi dostał antybiotyk po zdiagnozowaniu anginy. Bidulek postękał trochę, zwłaszcza gdy przyszło przyjmować leki, które postanowił wydalić i odrzucić. W związku z tym drugi lekarz, nowy antybiotyk, a dziecko szczebiocze, jakby mu nic nie było. Mimo iż jajecznice można na brzuchu robić.

tatafi
| FOTO

dialogi

1 września 2009

Odkąd syn zaczął z wyraźną odwagą wyrzucać z siebie słowa, jakie mu się uda wyrzucić, mniej i bardziej składne, podobne w brzmieniu to tych, którymi się na co dzień posługujemy albo zupełnie od nich różne słucham go z zaciekawieniem. Całkiem niedawno zaczął z nami w pełni świadomie rozmawiać. Myślę, że przypadło to na drugą połowę lipca (albo wtedy zostało zauważone w nowym świetle) – kiedy Fi, będąc z dziadkami na wakacjach dzwonił do nas i były to (mimo, że krótkie) całkiem poważne rozmowy. Tłumaczę mu świat na tyle ile zdążyłam go poznać, opowiadam, bo pyta. Wczoraj starałam się “wyprostować” jego rozbrajający okrzyk “Pan!” na widok każdej mijanej istoty ludzkiej niezależnie od jej płci. Tłumaczę więc na przykładzie:
-Filipie, Tata to Pan, Mama to Pani
-Panki! – pochwycił w lot.

mama_fi
| FOTO

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress