do przedszkola
Poszedł. Może niespecjalnie do przedszkola i niekoniecznie poszedł, bo mama zaniosła na grzbiecie do klubu malucha, czyli żłobka na godziny, niemniej znikł z domu na ponad 3 godziny. Przeszkolony teoretycznie z ‘Beksy Ali’, sam chętnie recytował, że idzie do przedszkola. Faktycznie, pierwszego dnia chętnie. Kolejnego również, ale już po środzie, gdzie został w domu, w czwartek rano zrobił awanturę, że do przedszkola nie. Niemniej został i sprawował się całkiem nieźle.
I tu uwaga – o dziwo – w przedszkolu w sposób niezwykle zdyscyplinowany zaciągał panie do kibelka, gdzie genialnie sobie radził, w opozycji do sytuacji domowych, gdzie bunt przejawił się również w chowaniu się po kątach i wołaniu nocnik nie, sisi ni.
Rzecz jasna w sytuacjach przedszkolnych wyszła jego wrażliwość na płacz innych dzieci, na który reaguje tym samym. Zastanawia mnie czy to wyraz empatii czy raczej specyficzny rodzaj wchodzenia w interakcje z rówieśnikami.
Niestety po pierwszym tygodniu wirus dopadł Filipa i póki co tyle przedszkola.
Podobne posty:
- MNKII Nie wiem czy można już mówić o tradycji, niemniej już drugi rok z kolei z...
- tuptuś czyli dzień bez snu Stało się. Oddaliśmy dziecko w zupełnie obce ręce. W nawale pracy i innych edukacyjnych obowiązków...

na ostatnim zdjęciu wydał mi się taki niefilipowo dorosły i poważny, ale może dlatego, że nieostre ;)
shyshonka — grudzień 18, 2009 @ 10:47 po południu