sprzed kryzysu, po kryzysie
Oto bardziej lub mniej oczekiwanie do skrzynki trafiły zdjęcia Tomka, robione w dniu, gdzie sen był w deficycie, zaczął padać śnieg, a Filip udawał się do lekarza, który miał nic nie wysłuchać w płucach.
Była to pierwsza wizyta u nowego lekarza oraz pierwszy śnieg, z którym Filipa interakcję zarejestrował Tomek, który mieszka w pięknej górskiej okolicy, gdzie tak zawiewa, że aż ściegi śniegowe na zdjęciach pozostają.
Tymczasem dzisiaj Filipa ulubiony doktor odetchnął z ulgą, gdy wsłuchał się w cichnące już rzężenie płucek dziecka, co oznacza, że o świętach w szpitalu raczej możemy zapomnieć. Kryzys minął, lekarstewko Klacid Filipek wchłania, gorączka nawet spadła, choć do końca roku o doświadczaniu zimy raczej nie ma mowy. Ciekawe, na ile pozytywny wpływ miał rzeczony pan doktor, na którego – w przeciwieństwie do pań – Pepe nie reagował płaczem. Co więcej, był cichutko skupiony, choć robił miny i przewracał oczami, podczas badania mówił ‘pan doktor daje syropek’, a nawet podczas krótkiego wprowadzania rodziców w niuansy etiologii choroby podszedł do lekarza i podał mu rękę, czym wywołał lekkie zmieszanie.
Brak podobnych postów.
