styczniowo chorobowo
Nie zawsze choroba jest taka cudna, słodka i wytworna, jak pokazują w Internecie. Piszą zabawnie, zdjęcia ładne wrzucają, co to za choroba.
Otóż nie bylejaka, a na dodatek trafiło w operatora i narratora tak, że najbardziej dramatyczne, ale i zabawne momenty utrwaliły się tylko w pamięci. Na przykład widok na poły rozebranego Filipa, który zadziwiony stoi przed wysięgnikiem maszyny GE do zdjęć Roentgena, za którym stoi tata i mówi, że ten jasny strumień światła to też aparat fotograficzny, tyle że większy. Sciągnięte ramiona, zdziwione oczy i nabrane powietrze w płuca. Klik i jest. Czysto. Kolejnego zapalenia płuc brak. Wyszło jednak zapalenie nosa i gardła. Dzień później okazało się, że jeszcze zapalenie oskrzeli. Aha, doszło do tego zapalenie spojówek, jak u małego kotka żyjącego na śmietniku. Smutny widok. Nie tylko widok, bowiem zgroza nas zaczęła zdejmować z tymi chorobami.
Skąd to, dlaczego i jak to w ogóle znowu tak. Czy to odporność bylejaka, czy rodzicielskie błędy, a może klub malucha aka przedszkole i całe dobrodziejstwo dostarczane przez inne niewinne dzieciątka? W grudniu zdążył tam być 4 razy, zanim go płucne licho trafiło, teraz był 2 i oskrzela. Może profilaktycznie miast do pieca na x zdrowasiek Panie raczą młodzież świeżym, bo wymrożonym do cna, balkonowym powietrzem? Jak sytuacja jest słaba, to się człowieka czarny humor wiesza, niniejszym przepraszam Panie Przedszkolanki. W końcu przy ostatnim przechwycie Filipa, ten absolutnie nie chciał do domu, tylko mówił do przedszkola idziemy!, co oznacza, że naprawdę mu się podobało, a do tego było tak społecznie i edukacyjnie.
Drugi obraz – Filip na mych kolanach dotykany trzema rozgrzanymi końcówkami stetoskopów, obsługiwanych przez 3 młode Lekarki Praktykantki. Gdyby nie one, Filip wariowałby z nudów, które są nieodzowne, gdy tylko Wspaniały Pan Doktor rozpoczyna mini-wykład na temat etiologii, przebiegu, leków i dobrych praktyk. Zatem on air wszystkie te interesujące cuda, a na kolanach wniebowzięty Fi, który co chwilę niemalże wyrywa koszulkę ze spodni i mówi zachęcająco teraz puk puk Filipka. Jako że byłem en face do kwiatu polskiej, choć w przyszłości pewnie skandynawskiej czy brytyjskiej medycyny, to do tej pory się zastanawiam, czy to Pepe czy one właśnie miały większą frajdę. Wyglądały zupełnie, jakby się do maszyny z dobrą muzyką wpięły.
Trzeci – do przybitego do łóżka ojca przyjeżdża pseudopogotowie, przywozi Panią Doktor, która praktykantką mogła być w trakcie wojny (nie bałkańskiej bynajmniej). Pani Doktor osłuchuje tatę (Filip już podnosi koszulkę), wyciąga latarkę do gardła (Filip otwiera paszczę jak nigdy, podnosząc brodę i wydając dłuuugie aaaaaaa) i łapie haczyk rzucony przez Pepe. Bez patyka zagląda do buzi, z latareczką, Fi triumfuje, idzie do kierowcy karetki, wyciąga rękę i mówi graba wujku.
Zdjęcia zatem z innej beczki, z przyjaciółmi (tak, takimi z profilami na FB), z przymusowego nielepienia bałwana, z buntu i zabaw, bo po dziecku nie idzie poznać, że cokolwiek mu dolega oprócz dorastania.
Podobne posty:
- Mówiłem a mówiłem - Napij się Filipku. - Nie, bo się obleję. - Proszę napij się, mało dzisiaj...
- sprzed kryzysu, po kryzysie Oto bardziej lub mniej oczekiwanie do skrzynki trafiły zdjęcia Tomka, robione w dniu, gdzie sen...
- stokrotki dziecko mam romantyczne. to, co na obrazkach nie jest zostało zaaranżowane w żaden sposób. filip...
- urodziny. pierwsze moja nieaktywność blogowa bierze się stąd, że w naszym domu od jakiegoś czasu z...
