Zupełnie nie wiem, czemu taki akurat temat przypadł do gustu temu wpisowi. Bo przecież tatąświnką staję się rzadziej niż krówką, kotkiem czy pieskiem. Standardowym powitaniem na dzień dobry jest przecież ‘Dzień dobry kotku‘, a jedną z częściej powtarzanych czynności jest zaciskanie garści, podchodzenie do mnie i mówienie ‘Proszę trawa krówko‘. Trawa smakuje, a jakże, więc czasem Fi udaje, że grzebie w kącie, po czym przychodzi z uradowaną miną, podtykając mi pod nos nie wiadomo co. Na pytanie o zawartość, młody cieszy się, bowiem wie, że na hipopotama czy małpki krówka zareaguje pluciem i wymiotami. Gdy się krówka za bardzo rozmuczy, to dostaje krótkie ‘spokój krówko‘, a gdy jest zbyt uradowana, to słyszy ‘bądź smutny piesku‘. Czasem zamiast kotka na powitanie jest tata świnka, którego mały george pyta ‘jak się masz tatoświnko?’ Ah, jeszcze co do pokarmu, to niedopilnowany Pepe poszalał z rana z kredkami tagując 2 ściany w sypialni, z czego z większego taga konsekwentnie wyjmuje banany do karmienia swoim przeimaginowanych rodziców.
Zabawy, gdy rodzice stają się postaciami zwierzęcymi są ostatnio na topie. Podział ról nie do końca jest jasny, bo mama też staje się kotkiem, a nawet samym georgem, natomiast w jednej scenie ten sam aktor może w pełni wyczerpywać pełen repertuar ról. Tylko Fi, bądź co bądź na większym trzęsawisku tożsamościowym, wyraźnie broni swojego – jakże świeżo wykumanego – jestestwa, bowiem na wszelkie insynuacje, że oto mógłby być jakimkolwiek zwierzątkiem czy inną postacią, twardo odpowiada ‘nie, jestem Filip‘.
Drugim, a raczej chyba jednak pierwszym wątkiem zabawowym, który dość mocno zaprząta głowę malca, są wierszyki. Ostatnimi dniami nawet zaczął już odtwarzać melodie towarzyszące niektórym. Okazuje się, że pamięć ma dobrą, a ulubione dotyczą – rzecz jasna – pociągów. Zatem z rana można go usłyszeć próbującego śpiewać Rodowicz czy Rynkowskiego, choć i tak ulubiony jest Tuwim. Gdy chce usłyszeć “Lokomotywę” czytaną na jutiubie przez Fronczewskiego, to udaje mu się zmodulować głos tak adekwatnie, że wiadomo czego młody chce.
Co do pamięci, to rekordowo szybko chwycił “Pana Hilarego”, z którego cała frajda jest, gdy zmusi tatę do nałożenia okularów i zaproszenia do narracji. Ten wówczas traktuje zdania jako instrukcje, z pietyzmem zaglądając na i pod kanapę, zaglądając w swoje obuwie, otwierając z impetem szafę, a w chwilach odpowiednich cytując samego pana Hilarego.
This SlideShowPro photo gallery requires the Flash Player plugin and a web browser with JavaScript enabled.