parkowe odwilże

27 lutego 2010

Większą część zimy – z konieczności filipowookołochorobowych  - musieliśmy spędzić w domu, co skutecznie uniemożliwiło jakiekolwiek sanki czy bałwany, czyli największe radości dzieciństwa. Nadrobić nie sposób, śnieg topnieje, gówna i błoto wyłazi, pozostaje czekać na przyszły rok i większą odporność dziecka.

tatafi
| FOTO

maltretuch

26 lutego 2010

Nie wiadomo, czy to dlatego, że mamy na koncie parę miesięcy kiszenia w domu, czy dlatego, że bunt w pełni, czy z powodu napiętrzania emocji rozmaitych, czy akumulacji energii, czy może specyficznej formy okazywania uczuć. Przyczyny spekulowane, objawy nieźle rozpoznane, znane, choć niekoniecznie lubiane.

Po mnie akurat to dość spływa, jednak z żalem czasem przychodzi mi patrzeć na Justynę, na której uwiesza się Fi czy to obejmując z całych sił, czy robiąc jej kołtuna, jeżdząc ręką po plecach etc… Po mnie spływa, bo mnie mało dotyczy. Co prawda grzebie mi po plecach szukając pieprzyków, zdarzy się, że chlaśnie mnie w twarz ręką, jednak są to akcje albo mało dolegliwe, albo sporadyczne.

Radość czuję, gdy widzę zasoby energetyczne tego dziecka i jak nakręcone być potrafi i z sentymentem pewnym na to patrzę, by nie powiedzieć, że z zazdrością.

tatafi
| FOTO

drzemka

15 lutego 2010

drzemki

Filip powoli rezygnuje z dziennej drzemki, czemu staramy się zapobiegać z wszystkich sił. Niemniej – póki co – on wygrywa, mając ich jakby więcej. Są dni, kiedy na nogach bywa po 14 godzin, choć częściej zdarza się, że mimo buntu wobec południowego snu, odpada późnym popołudniem. Tym razem znalazł niezłe towarzystwo.

tatafi
| FOTO

tataświnka i george

12 lutego 2010

Zupełnie nie wiem, czemu taki akurat temat przypadł do gustu temu wpisowi. Bo przecież tatąświnką staję się rzadziej niż krówką, kotkiem czy pieskiem. Standardowym powitaniem na dzień dobry jest przecież ‘Dzień dobry kotku‘, a jedną z częściej powtarzanych czynności jest zaciskanie garści, podchodzenie do mnie i mówienie ‘Proszę trawa krówko‘. Trawa smakuje, a jakże, więc czasem Fi udaje, że grzebie w kącie, po czym przychodzi z uradowaną miną, podtykając mi pod nos nie wiadomo co. Na pytanie o zawartość, młody cieszy się, bowiem wie, że na hipopotama czy małpki krówka zareaguje pluciem i wymiotami. Gdy się krówka za bardzo rozmuczy, to dostaje krótkie ‘spokój krówko‘, a gdy jest zbyt uradowana, to słyszy ‘bądź smutny piesku‘. Czasem zamiast kotka na powitanie jest tata świnka, którego mały  george pyta ‘jak się masz tatoświnko?’ Ah, jeszcze co do pokarmu, to niedopilnowany Pepe poszalał z rana z kredkami tagując 2 ściany w sypialni, z czego z większego taga konsekwentnie wyjmuje banany do karmienia swoim przeimaginowanych rodziców.

Zabawy, gdy rodzice stają się postaciami zwierzęcymi są ostatnio na topie. Podział ról nie do końca jest jasny, bo mama też staje się kotkiem, a nawet samym georgem, natomiast w jednej scenie ten sam aktor może w pełni wyczerpywać pełen repertuar ról. Tylko Fi, bądź co bądź na większym trzęsawisku tożsamościowym, wyraźnie broni swojego – jakże świeżo wykumanego – jestestwa, bowiem na wszelkie insynuacje, że oto mógłby być jakimkolwiek zwierzątkiem czy inną postacią, twardo odpowiada ‘nie, jestem Filip‘.

Drugim, a raczej chyba jednak pierwszym wątkiem zabawowym, który dość mocno zaprząta głowę malca, są wierszyki. Ostatnimi dniami nawet zaczął już odtwarzać melodie towarzyszące niektórym. Okazuje się, że pamięć ma dobrą, a ulubione dotyczą – rzecz jasna – pociągów. Zatem z rana można go usłyszeć próbującego śpiewać Rodowicz czy Rynkowskiego, choć i tak ulubiony jest Tuwim. Gdy chce usłyszeć “Lokomotywę” czytaną na jutiubie przez Fronczewskiego, to udaje mu się zmodulować głos tak adekwatnie, że wiadomo czego młody chce.

Co do pamięci, to rekordowo szybko chwycił “Pana Hilarego”, z którego cała frajda jest, gdy zmusi tatę do nałożenia okularów i zaproszenia do narracji. Ten wówczas traktuje zdania jako instrukcje, z pietyzmem zaglądając na i pod kanapę, zaglądając w swoje obuwie, otwierając z impetem szafę, a w chwilach odpowiednich cytując samego pana Hilarego.

tatafi
| FOTO

dozwolone niedozwolone

11 lutego 2010

Filip zdaje się nabierać trochę dystansu do swojego buntu, bowiem stawiany opór w zależności od sytuacji potrafi mieć wymiar bądź poważny, bądź prześmiewczo-żartobliwy.

I tak na moje Filip, to jest niedozwolone!, gdy ten w najlepsze otwierał szafę i zaczynał w niej grzebać, młody zaczął odpowiadać DOZWOLONE!. Początkowo poważnie, z uporem, który był jednak druzgotany przez mój upór, że Fi zmienił tryb i dozwolone mówi  bądź z przekąsem, bądź z uśmiechem.

Nastał okres, kiedy dziecko zaczyna intensywnie mówić i sprawiać wrażenie na przemian małej dzidzi oraz chłopca. Zabawne, że on sam niejako świadomie przybiera obie role – raz gramoląc się na ręce i wołając mała dzidzia kręci główką albo mała dzidzia płacze (udając płacz), a raz strofując rodziców czy to za błędne nazwanie przedmiotów czy choćby za plamę na spodniach (dzisiaj mi się dostało).

Tak też zmiennie się jawi, z dnia na dzień, z chwili na chwilę.

tatafi
| FOTO

baron w pasiaku

9 lutego 2010

Mimo iż już ponad tydzień minął od skończonej kuracji antybiotykowej, młokosowi znowu woda z nosa leci. Niemniej na wzmiankę o chorobie reaguje:

Nie mam już katarku. Wyzdrowiałem. Mogę iść na… pociąg!

Zastanawiam się tylko, skąd tragarzy wytrzaśnie.

tatafi
| FOTO

Bielicka skate fashion fusion

7 lutego 2010

W opisie Filipa oscyluje się między dwoma ekstremami. Przegięciem jest powiedzieć, że zaskakuje on czasami, tak jak i nadużyciem jest zastąpienie czasami nieustannie. Zatem swobodnie można powiedzieć, że czasami nieustannie oraz nieustannie czasami zaskakuje.

Np sprawia sobie kapelusz jak na zdjęciu poniżej, krok spodni ma na podłodze i w ten sposób przemieszcza się po mieszkaniu opowiadając rozmaitości. Priceless.

tatafi
| FOTO

mama jest wyjściem

5 lutego 2010

Dzisiaj wieczorem tata został sam z synem. Mama wyszła z wujkiem na opowieści parę z Ameryki, co było okupione pewną dawką rozpaczy Filipa, któremu rozłąki z mamą ostatnio zupełnie nie na rękę.

Niemniej dość szybko po rozstaniu Filip pogodził się z losem, nie płakał, zaczęliśmy tańczyć, kiedy rozpoczął prawie półgodzinny mantromonolog:

Mama pojechała, tramwajem, daleko, z wujkiem, niestety, daleko, tramwajem, pięćdziesiątką pojechała, nie pięćdziesiątką, z wujkiem.
mama poszła, nic z tego. brzydki zderzak, nie brzydki, tylko urwany. kolorowany.
mama poszła, z wujkiem, przyjdzie. fajny wujek. nie płacz wujku. nie powiesz wujkowi nie płakałeś.
mama poszła. płakałeś.
mamo! gdzie jesteś?! mamo gdzie jesteś?!
w parku nie. wrócisz. wróci mama. za pięć lat. jeden dwa trzy cztery i pięć. za pięć lat. lat. lat. [licząc na palcach]

I tak w kółko, w rozmaitych konfiguracjach. Jednak do tego monologów zdążyłem już przywyknąć, bowiem Filip jest człowiekiem, który lubi do siebie mówić. Co mnie rozbawiło najbardziej, to krótka wymiana zdań, gdzie zostałem rozłożony na łopatki w trzech słowach:

Filip, musisz się przyzwyczaić, że mama będzie coraz częściej zostawiać Cię ze mną. Nie ma wyjścia.

Mama jest wyjściem!


tatafi
| noFOTO

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress