mama jest wyjściem
Dzisiaj wieczorem tata został sam z synem. Mama wyszła z wujkiem na opowieści parę z Ameryki, co było okupione pewną dawką rozpaczy Filipa, któremu rozłąki z mamą ostatnio zupełnie nie na rękę.
Niemniej dość szybko po rozstaniu Filip pogodził się z losem, nie płakał, zaczęliśmy tańczyć, kiedy rozpoczął prawie półgodzinny mantromonolog:
Mama pojechała, tramwajem, daleko, z wujkiem, niestety, daleko, tramwajem, pięćdziesiątką pojechała, nie pięćdziesiątką, z wujkiem.
mama poszła, nic z tego. brzydki zderzak, nie brzydki, tylko urwany. kolorowany.
mama poszła, z wujkiem, przyjdzie. fajny wujek. nie płacz wujku. nie powiesz wujkowi nie płakałeś.
mama poszła. płakałeś.
mamo! gdzie jesteś?! mamo gdzie jesteś?!
w parku nie. wrócisz. wróci mama. za pięć lat. jeden dwa trzy cztery i pięć. za pięć lat. lat. lat. [licząc na palcach]
I tak w kółko, w rozmaitych konfiguracjach. Jednak do tego monologów zdążyłem już przywyknąć, bowiem Filip jest człowiekiem, który lubi do siebie mówić. Co mnie rozbawiło najbardziej, to krótka wymiana zdań, gdzie zostałem rozłożony na łopatki w trzech słowach:
Filip, musisz się przyzwyczaić, że mama będzie coraz częściej zostawiać Cię ze mną. Nie ma wyjścia.
Mama jest wyjściem!
Brak podobnych postów.
