u Zuzy

25 marca 2010

Kolejnym przystankiem w drodze nad morze był stały punkt postojów dłuższych i krótszych, czyli rewir okupowany przez Zuzę z jej rodzicami oraz trzy koty i psa. Pierwszym gestem ze strony gospodarzy było polizanie Fi po ustach i twarzy dokonanym przez Prota, co młodemu do gustu nie przypadło, choć symbolicznie w całej rozciągłości wyrażało serdeczność, z jaką zawsze spotykamy się w Serocku.

Filip Zuzy nie widział od prawie roku, czyli swobodnie można powiedzieć, że pół życia. I choć oglądaniu fotek Zuzy na ekranie zwykle towarzyszyła ekscytacja, tak spotkanie wypadło blado. Co jest w porządku, mimo mojego chwilowego rozczarowania – jeszcze za wcześnie na babeczki, zwłaszcza młodsze. W tym przypadku to nawet nie o płeć poszło, ale o wiek i powiązane z nim aktywowane funkcje. W końcu dzień wcześniej za towarzysza miał półtora roku starszego Julka, od którego szło się uczyć życia niczym od grubego pandita. Ignorancja Filipa zapewne potrwałaby dłużej, gdyby nie incydent, w którym Zuza biodrem odpychając młodego, dostała się na pierwszą pozycję przy książeczce.

Nie zlikwidowało to dystansu, niemniej trochę przełamało lody – Pepe zobaczył Zuzę jako konkurenta (co niechybnie dodało jej estymy), a nie pół głowy niższą młodszą istotę. Niemniej zdecydowanie największą furorę zrobiły zwierzęta, a konkretnie koty, za którymi Filip biegał, łaził, czołgał się, gadał do nich pokazując zabawki, zadawał im trudne pytania, etc.. Pies spalił się na starcie dając buzi, poza tym był od początku zdyskwalifikowany jako istota zbyt duża i za bardzo ruchliwa w sposób nieznany małemu. Poza tym do psów to Filip zwykle podchodzi z rezerwą, czyli podobają mu się i mówi o nich niemało, jednak ze zbliżaniem się do nich jest słabo.

Ten straszliwy wuj’ – jak nazywał Filip Minimala jeszcze w lutym, gdy ten gościł w Krakowie, stał się po prostu dobrym wujem, a ciocia Monika została na nowo poznana, bo tej junior nie widział tak długo, jak i Zuzy.

tatafi
| FOTO

u Jula dobrze się hula

22 marca 2010

Pierwszym przystankiem w rekonwalescencyjnej podróży nad polskie morze było Mysiadło – dobrze znana podwarszawska miejscowość przy ul. Puławskiej. Tam ze swoją rodziną mieszka Julek, 3,5 latek, który z Filipem po raz ostatni widział się 13 miesięcy wcześniej. Nie okazało się być to jakąkolwiek przeszkodą w błyskawicznym nawiązaniu bliskiego kontaktu – wyglądało na to, że Julek poszukiwał gleby dla ziaren swoich pomysłów i wrażeń, a Filip czekał na kogoś, kto by go zarzucił bodźcami. No i kaboom, połączenie kliknęło, chłopcy zniknęli w pokoju tak, jakby świata poza nim nie było. Fi podczas obiadu odbył parędziesiąt sprintów do julkowego królestwa, bo czasu przy stole szkoda, potem był plac zabaw, wieczorem natomiast  wspólna kąpiel oraz takież samo zasypianie (Filip odpadł pierwszy). Gdy tata wszedł sprawdzić sytuację, malcy leżeli obok siebie na wznak ze splecionymi nawzajem rękoma. Widok za milion albo i dwa.

Myśląc, że Pepe może zainteresuje się najbardziej Oleńką, siostrą Julka, w momencie spotkania zaledwie 18dniową, grubo się przeliczyliśmy. Jak się miało już wkrótce okazać, syn ma zdecydowane preferencje co do towarzyszy zabaw.

tatafi
| FOTO

ćwiczenia z siedzenia

19 marca 2010

Pod nieobecność taty Fi postanowił potestować fotelik. Na niewiele się to zdało, bowiem droga do Gdańska i tak nie należała do najłatwiejszych. Zbyt dużo energii szaleje w tym dziecku, by parogodzinne siedzenie było do wytrzymania.

tatafi
| FOTO

analityk na bilansie

8 marca 2010

Dzisiaj pierwszy raz Filip dał tak wyraźny popis możliwości analitycznych. Byliśmy na bilansie dwulatka, gdy doszło do badania wzroku. Pielęgniarka zarządziła, że mamy stanąć przy lodówce. Jako że byliśmy w gabinecie, nie mieszkaniu, nie sklepie, to lodówka wyglądała trochę jak gablotka u jubilera. Fi zatem włączył mantrę to nie jest lodówka, to nie jest lodówka, to nie jest lodówka.

Pielęgniarka pokazuje na tablicę z piktogramami, tata zamyka jedno filipowe oko, by drugie mogło zczytywać symbole. Ha, nie tak prędko. Na pytanie co to jest Fi bez namysłu odpowiada to są drzwi do wyjścia, do wyjścia to drzwi. Myślę sobie, pewnie nie dostrzegł, że zacna pani medyk za wskaźnika używa długopisu i pokazuje konkretny punkcik na owych drzwiach. Więc mówię mu to. Pani znowu pyta co to jest? i wskazuje na kaczkę. Tak mi się wydawało. Dopóki Filip nie sprecyzował

To jest noga kaczki.

Zatem nie dość, że okazało się, że ze wzrokiem ok, to przy okazji wyszło, że z głową również. Chwilę później w osłupienie wprawiło mnie pytanie szanownej pani pielęgniarki, czy Filip potrafi wymienić dwie części ciała.

Jakaż wielka to radość, gdy już od ponad miesiąca młodzieniec jest zdrów…

tatafi
| noFOTO

dwa

2 marca 2010

jest cudem. niewątpliwie. bez przesady żadnej. mój syn jest cudem, który jest mi dane codziennie obserwować. doświadczać. uczyć małego chłopca świata i uczyć się od niego. cenne te lekcje pokory, wyzbywania się i budzenia egoizmu, a najwięcej cierpliwości. miłości do niego nie musiałam się uczyć. mam to szczęście być matką, która kocha od pierwszego krzyku. a może wcześniej. z biegiem czasu z coraz większą intensywnością. całą sobą.

całą sobą dziękuję Wszechświatu za tę miłość, która nie przewiduje końca.

mama_fi
| noFOTO

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress