niecodzienne przyspieszenia

30 kwietnia 2010

Dzisiaj znów był dzień, gdy przyszło mi usłyszeć od Justyny – jako echo swoich spostrzeżeń – że dużo się zmieniło. Dzień jak co dzień, mimo iż po raz pierwszy w tym roku sandały na nogach, jednak po zmysłach bije odświeżona aura Fi. Niedefiniowalne zmiany zachodzą tak właśnie – nagle. Albo to inercja percepcji, albo faktycznie niecodzienne przyspieszenia, nie wiadomo czym skatalizowane. Niemniej dzisiaj Filip ukazał się w nowej krasie – niezwykle chłopięcej. Mimo iż przy zasypianiu prosił mnie, bym trzymał go za rękę. Mimo jak zawsze krzyczał na całe gardło ‘chcę wysiadać‘ gdy tylko zatrzymywałem samochód. Mimo iż jak zwykle spodnie chciał zakładać począwszy od lewej nogi.

Dzisiaj poczułem, że jego reakcje są bardzo dojrzałe. ‘Dojrzałe’. Że jego świat składa się już z masy oczywistości, których raz że jest świadomy, a dwa, że potrafi zakomunikować i bronić. Choćby dzisiaj, gdy zbyt szybko zaproponowałem kolejny kęs, ten spojrzał na mnie jak na uczniaka i z pełnymi ustami odpowiedział

mam pełną buzię przecież tatuśku

Na zdjęciach Filip się śmieje. Wystarczy go poprosić, by zaśmiał się jak do sera. Bowiem gdy tylko Fi dostaje żółty ser, tak właśnie się śmieje. Poza tym od kilku dni codziennie zdarza się, że mówi raz do mnie, raz do Justyny ‘zrób mi zdjęcie tatuśku‘ albo ‘zrób mi zdjęcie mamko‘ (ewentualnie, jak dzisiaj, ‘mamuśko‘).

tatafi
| FOTO

z rowerem w parku czyli love’n'hate

29 kwietnia 2010

prosta historia. w sumie nie ma o czym mówić, a tym bardziej pisać. z rowerem w parku.

gdyby nie fakt, że sprawa roweru wpisuje się w pewien szerszy nurt, który ostatnio przybiera na sile. nurt buntu. burt nuntu.
rowerek został zakupiony, lecz po 15 minutach na nim, Fi uznał, że zbyt gładko jakoś poszło (mimo, iż od początku mówił, że rowerka nie chce, co potwierdzał również jego obojętny stosunek do tychże akurat pojazdów, czy nawet niechęć do siadania nań). uznał, że chce przewracać rower. mama się nie zgodziła. więc 20 minut płaczu, podczas których prób było nieskończenie wiele. zatem jazda do domu.  gdy tylko pojazd opuścił windę, Fi uznał, że nadaje się on co najwyżej do zepchnięcia ze schodów. a jeśli mama nie pozwoli, to do zepchnięcia ze schodów z krzykiem ‘nie chcę rowerka‘. potem już były szlochy i rzuty, a na końcu, już przy drzwiach domu krzyk desperacji ‘sprzedaj go!‘. o wprowadzeniu trzech kółek do domu mowy nie było, został na korytarzu, a Fi za drzwiami jeszcze przez 10 minut łzy ronił i złością tryskał.

niemniej już dzień później złość ogarniała go, gdy tylko przychodziła myśl, że rower jest za drzwiami, a nie … w domu. ‘to mój rowerek jest‘ i nie ma mowy, by był daleko lub w czyimś władaniu. i tak parę dni.

dzisiaj już spokój. rowerek stał się kolejnym z przedmiotów użytkowych, które czasami używać warto, a czasami nie. wielkie ufff…

tatafi
| FOTO

sezon balkonowy 2010 można uznać za otwarty

26 kwietnia 2010

tatafi
| FOTO

Maszynista na Żabińcu

21 kwietnia 2010

Jesienią ubiegłego roku odkryliśmy z synem zakątek, gdzie krzyżują się dwie linie kolejowe, w którym to młody może rozwijać swoje pasje pociągowe, przy okazji ucząc się cierpliwości. Byliśmy tam ostatni raz na początku listopada, kiedy liście były żółte, wiatry chłodne a powietrze zaczynało nie pachnieć mrozem. Zaledwie parę dni temu, gdy znów pojawiliśmy się w okolicach, Filip błyskawicznie skojarzył miejsce i zaczął wołać rozdygotany z podniecenia:

Tam pociągi będą, tak, jechały, długie i głośne…

I czekaliśmy godzinę, by – w sumie – przez parę sekund zaledwie zobaczyć sześć pędzących składów, z czego tylko dwa miały lokomotywę z prawdziwego zdarzenia. Dla Fi jednak zetknięcie się z jadącymi pociągami w realu jest na tyle ekscytujące, że nie ma aż tak wielkiego znaczenia, czy mają lokomotywę czy nie. Dzisiaj, gdy tylko zaproponowałem, że pójdziemy na Żabiniec, Filip włączył:

Tak, będziemy łapać żaby!

Najwidoczniej nie do końca pojął, że nasz przeuroczy zakątek zlokalizowany jest właśnie na Żabińcu. Niemniej, gdy tylko wyjaśniłem, że tam właśnie parę dni temu wyczekiwaliśmy pociągów, Filip zaczął wywód, wywracając oczami:

Tak, będę maszynistą pociągu. Będzie ciagnął wagony. Długiego i głośnego [podskakując]. Jak robi?!
I będę machał. I jechał do Warszawy.

[Tydzień temu na dworcu faktycznie pomachał mu maszynista ze okna swojej maszyny].

Pasja kolejowa nie odpuszcza. I choć nie ma już tyle płaczu o pociągi na Youtubie, nie ma gwałcenia rodziców poprzez chwytanie za dłoń i mówienie ‘o tym małym paluszkiem wpisz pociąg‘, to nadal jest to motyw przewodni. Włącznie z tym, że – jak małżonka doniosła – w piaskownicy nawet Fi wypytywał szkraby o ich pasje, dumnie mówiąc o swoich pociągach.

tatafi
| FOTO

obce z netu

21 kwietnia 2010

Jako że od długiego czasu nie pojawiały się tutaj treści autorskie (wskutek wyjazdów, nawałów pracy, lenistwa i etcetera), a sieci społecznościowe wyłowiły czyjąś radosną twórczość, to postanowiłem zamieścić jej owoc na tej stronie, zwłaszcza iż zawiera ona wizerunek syna autora użytego zdjęcia, który tak nawala z uploadowaniem treści.

Pan ze zdjęcia nie jest ani tatą, ani mamą (jeszcze), tylko jednym z ulubionych wujów, zdjęcie natomiast pochodzi z gnojowiska z okolic Krakowa. Samochody ułożone w patriotyczny wzór to nie zabawki 9 miesięcznego podówczas Fi, tylko środki komunikacji ekipy muzyczno-zdjęciowej, bowiem w tejże samej scenerii wykonana została okładka do tej płyty.

tatafi
| FOTO

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress