z rowerem w parku czyli love’n'hate
prosta historia. w sumie nie ma o czym mówić, a tym bardziej pisać. z rowerem w parku.
gdyby nie fakt, że sprawa roweru wpisuje się w pewien szerszy nurt, który ostatnio przybiera na sile. nurt buntu. burt nuntu.
rowerek został zakupiony, lecz po 15 minutach na nim, Fi uznał, że zbyt gładko jakoś poszło (mimo, iż od początku mówił, że rowerka nie chce, co potwierdzał również jego obojętny stosunek do tychże akurat pojazdów, czy nawet niechęć do siadania nań). uznał, że chce przewracać rower. mama się nie zgodziła. więc 20 minut płaczu, podczas których prób było nieskończenie wiele. zatem jazda do domu. gdy tylko pojazd opuścił windę, Fi uznał, że nadaje się on co najwyżej do zepchnięcia ze schodów. a jeśli mama nie pozwoli, to do zepchnięcia ze schodów z krzykiem ‘nie chcę rowerka‘. potem już były szlochy i rzuty, a na końcu, już przy drzwiach domu krzyk desperacji ‘sprzedaj go!‘. o wprowadzeniu trzech kółek do domu mowy nie było, został na korytarzu, a Fi za drzwiami jeszcze przez 10 minut łzy ronił i złością tryskał.
niemniej już dzień później złość ogarniała go, gdy tylko przychodziła myśl, że rower jest za drzwiami, a nie … w domu. ‘to mój rowerek jest‘ i nie ma mowy, by był daleko lub w czyimś władaniu. i tak parę dni.
dzisiaj już spokój. rowerek stał się kolejnym z przedmiotów użytkowych, które czasami używać warto, a czasami nie. wielkie ufff…
Podobne posty:
- mój zawód to… Filip niedawno uznał, że chce być strażakiem. Na tyle poważnie, że celem zmotywowania go do...
- Czy będą nowe krawężniki? Dobre pytanie. Raczej nie będzie, choćby to były nawet inne wybory. Filip lubi jeździć w...
- Pan Filary Jedne (taty) zniszczył, do drugich (mamy) zapałał uwielbieniem, chcąc cały czas je nosić, skutkiem czego...
