MNKII

20 maja 2010

Nie wiem czy można już mówić o tradycji, niemniej już drugi rok z kolei z okazji Miesiąca Fotografii wybraliśmy się z Fi do Muzeum Narodowego. Tym razem kameralnie, we dwójkę.  Wyszło na to, że ja wybrałem się tam zobaczyć jakieś angielskie foty, a Fi poszedł na instalację w postaci trzech gaśnic stojących w kącie.

tatafi
| FOTO

drzemki

20 maja 2010

Jako że od pewnego czasu większość dnia codziennego spędzamy razem z Fi, cieszy mnie niezmiernie, że młody poświęca ok. dwóch godzin swojego drogocennego czasu na sen. Fakt, że tak łatwo w niego zapada wynika z tego, że południe to czas kryzysu oraz z faktu, że Justyna wpadła na pomysł, że zaciemniające rolety to może być dobry strzał.

Mało tego że śpi, do tego jeszcze po przebudzeniu lubi leżeć na łóżku i rozmawiać. Nawet pomimo kataru.

tatafi
| FOTO

ściana kolorowa

16 maja 2010

Żeby przełamać tendencje pogodowe oraz ze względu na kwestie estetyczno-higieniczne, naszenienasze cztery ściany zostały przemalowane. Żeby nie narażać dziecka na doznania organoleptyczne w kontakcie z farbą, a sobie oszczędzić nerwów, czasu i pieniędzy, postanowiliśmy wyekspediować Filipa do dziadków a z ich strony przyjąć z otwartymi ramionami pomoc płci męskiej. W czwartek doszło do wymiany – żona z dzieckiem za teścia, który przez dwa dni był absolutnie Głównodowodzącym Pędzlownikiem.

Niedługo przed wyjściem postanowiłem umyć parę rzeczonych ścian, które wyglądały na najbardziej uwalone krystalicznym, krakowskim powietrzem podgrzanym przez kaloryfer i po ruchu konwekcyjnym osadzonym w narożniku. Po momencie z mydłem i gąbką w ręku zaułek ukazał swoje prawdziwe sadzowe oblicze, umożliwiając mi w trzy sekundy uczynienie grafiki węglem. Ze ściany rzecz jasna. Filip, świadomy, że malowanie ma się rozpocząć wkrótce, zobaczył efekt mojej pracy, na co zareagował tak, jak nagranie przy zdjęciu prezentuje.

(nagranie – niestety – z replaya; ewentualnie zniekształcenia dźwięku spowodowane nieustającym podskakiwaniem Filipa)

Najgorzej, że Filip w sytuacjach, gdy robię coś nowego mówi mi wuju :) I gdy pytam, gdzie ten wuj jest, bez skrępowania pokazuje na mnie palcem.

tatafi

sobotnie chałupki na kazimierzu

9 maja 2010

Tak babcia ma, więc filipowa praHela ma w zwyczaju powiadać, gdy się idzie na miasto odwiedzać znajomych. Zatem poszliśmy z myślą by nawiedzić znajomych oraz zahaczyć o parę wystaw, czyli kontynuować program dnia wcześniejszego, gdzie Fi zaliczył 2 wernisaże i beforeafterparty (w związku z rozpoczęciem MF) by wrócić do domu chwile przed 23.

Niemniej zdecydowanie największą sobotnią atrakcją okazało się gonienie i straszenie gołębi na Placu Nowym. Mały pogromca gołębi biegał za nimi dobre 20 minut, więc miast obcować ze sztuką, obcował ze sztukami. Wołał ‘gołębciu‘ i ruszał czym prędzej w pogoń próbując łapać biedne biegające co tchu ptaki, które raczej do dojadania okruchów z zapiekanek przyzwyczajone miały wielką niechęć ucieczki na dach, co jednak w sumie czyniły. Filip też próbował na dach okrąglaka wskakiwać, jednak po trzech podskokach odpuścił. Dachowi, nie ptakom.

Później już zgodnie z planem – Cafe 7 gdzie Fi poszalał z Amelią i świeże, remontowane jeszcze mieszkanko na Paulińskiej państwa B i P, gdzie wszyscy osiwieli dzięki firmie Ytong.

tatafi
| FOTO

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress