sobotnie chałupki na kazimierzu
Tak babcia ma, więc filipowa praHela ma w zwyczaju powiadać, gdy się idzie na miasto odwiedzać znajomych. Zatem poszliśmy z myślą by nawiedzić znajomych oraz zahaczyć o parę wystaw, czyli kontynuować program dnia wcześniejszego, gdzie Fi zaliczył 2 wernisaże i beforeafterparty (w związku z rozpoczęciem MF) by wrócić do domu chwile przed 23.
Niemniej zdecydowanie największą sobotnią atrakcją okazało się gonienie i straszenie gołębi na Placu Nowym. Mały pogromca gołębi biegał za nimi dobre 20 minut, więc miast obcować ze sztuką, obcował ze sztukami. Wołał ‘gołębciu‘ i ruszał czym prędzej w pogoń próbując łapać biedne biegające co tchu ptaki, które raczej do dojadania okruchów z zapiekanek przyzwyczajone miały wielką niechęć ucieczki na dach, co jednak w sumie czyniły. Filip też próbował na dach okrąglaka wskakiwać, jednak po trzech podskokach odpuścił. Dachowi, nie ptakom.
Później już zgodnie z planem – Cafe 7 gdzie Fi poszalał z Amelią i świeże, remontowane jeszcze mieszkanko na Paulińskiej państwa B i P, gdzie wszyscy osiwieli dzięki firmie Ytong.
Brak podobnych postów.
