Mimo że Fi zaliczył już trzeci w swoim życiu dzień dziecka to mam wrażenie, jakby był to dopiero pierwszy. Zapewne dlatego, że powoli realizują się moje marzenia i plany o dziecku, z którym można nawzajem się rozerwać. Coraz bardziej czuję, że rola opiekuna przeistacza się w rolę taty. Tatuśka, jak to mówi Filip. Albo wuja w porywie fantazji. Choć ostatnio – po powrocie z weekendu u dziadków – parę razy nazwał mnie tatku, chyba po to, żeby brzmiało jak dziadku.
Zatem by choć trochę zrealizować jego fantazje, tym razem nie pojechaliśmy na dworzec, tylko pod AGH, gdzie od roku stoi parowóz z 1943. Myślałem, że na jego widok Filip będzie piał z radości. Tymczasem okazało się, że przyjęcie było dość chłodne. Gdy się zbliżaliśmy, Fi nawet powiedział mi, że nie chce do lokomotywy. Jednak lody szybko pękły, a powstały jako wynik obaw młodzieńca, czy aby zbliżać się do takiego kolosa jest bezpiecznie. Ewidentnie sądził, że nie jest (słusznie, na peronie zawsze dostaje odpowiednie instrukcje). W pewnym momencie doszło do wymiany zdań:
- Boję się lokomotywy.
- Tu jest bezpiecznie, zobacz, ja się nie boję.
- Taaaak. Na obrazku to tylko jest.
Wszystko za sprawą hipopotama, który w filipowym świecie jest uosobieniem zła wszelkiego, a raczej sił, których należy się bać. Gdy tylko widzi go, kuli się i mówi, że się boi. Wtedy ja mu zwykle mówię, że nie ma się czego bać, bo ten hipo to tylko na obrazku. No więc skoro niestraszne na obrazku, to dawać tę lokomotywę na obrazek. Skojarzenie nie pozwoliło mi się nie zaśmiać – to był ten element wzajemnej rozrywki – chłopak co moment zaskakuje czymś świeżym.
This SlideShowPro photo gallery requires the Flash Player plugin and a web browser with JavaScript enabled.
Tak jak chwilę przed wyjściem:
- Chcę jechać na tramwaju.. hm…kmm
- Napewno NA?
- Tak, na dachu!
albo z innej bajki:
- Pojechałem do bankomatu. Wypłacić kartą.
- Jaką kartą Filipku?
- Kartonową. Powiedziałem ci przed chwilą przecież.