Serock

29 czerwca 2010

Gdy tylko wiatry zawiewają nas w kierunku Mazowsza, nigdy nie omieszkamy ominąć Serocka. Tak było i tym razem – mi mniej było dane, bo wyjazd służbowy rzucił na prawie 2 dni raczej na południe od stolicy, ale Filip z Justyną mieli okazje cieszyć się niezawodną gościnnością gospodarzy, urokami rosnącej Zuzy, trójką kotów i psem, ogródkiem i letnią pogodą.
W końcu Fi przekonał się do Zuzy, z którą nawet nawiązał kontakt, mimo iż dziewczyna rośnie na niezłą żyletę :) Ostatnio traktował ją jak niepojęty dodatek do zwierzyńca, który nie uciekał od jego okrzyków, tylko podbierał mu zabawki wieszając się na nim czasem. Przez trzy miesiące Zuzak wykonał kosmiczny krok i awansował do ligi tych, z którymi warto się bawić.

tatafi
| FOTO

Pan Filary

23 czerwca 2010

Jedne (taty) zniszczył, do drugich (mamy) zapałał uwielbieniem, chcąc cały czas je nosić, skutkiem czego przypominał raczej owada niż dziecko. Zatem wczoraj Justyna wybrała się z Fi do sklepu, by kupić mu słoneczne okulary. Rzecz jasna, nie było łatwo, bo Filip ma niebywałą niechęć do kupowania rzeczy. Płacić lubi, owszem, nie narzeka, gdy mu dam pieniążka albo kartę. Niemniej, gdy tylko proponuje mu się kupić cokolwiek, to oponuje.  Często po przyjściu do domu zmienia zdanie i zdaje się żałować, że dana rzecz nie została kupiona. Zdarza się również odwrotnie. Zakup – po przyjściu do domu – zostaje odrzucony. Jak rowerek, jak sandałki, jak okulary o których mowa.

Jednak w tym przypadku dzień wystarczył, by się dziecko przekonało. Lustereczko, parę zdjęć, fakt, że tata w nich pół godziny chodził oraz komplementy, że tak dobrze w nich wygląda, że pewnie się Amelii spodoba.

tatafi
| FOTO

natourette

16 czerwca 2010

Żeby sesji stało się zadość, poszliśmy w piątek wieczorem do szacownej mordodajni na miasteczku studenckim, gdzie grać miał Tourette. Jedyne czego tam nie brakowało, to decybeli. Filip wytrzymał ok. 3 minut, dolną szczęką przyciskając do podłogi stolik barowy. Tak długo zapewne dzięki stopperom, bez których w ogóle nie byłoby mu dane znaleźć się w danym przybytku o określonej porze.

Niemniej okazało się, że koncert nie jest jedyną rozrywką na tej planecie. A bańki owszem. Przechadzanie się w lasku rozpalonych grilli również. Do dzisiaj nie wiem, czy więcej tam było grilli czy troglodytów.

tatafi
| FOTO

tato zrób mi zdjęcie, zrób mi zdjęcie

12 czerwca 2010

Od pewnego czasu są dni, a w nich momenty, kiedy Filip ma ochotę na zdjęcie. Staje pod ścianą czy gdzie nie bądź i wymaga albo nawet żąda, by zrobić mu zdjęcie. Najczęściej staje zbyt blisko ściany i w momencie, gdy niekoniecznie jest jak zrobić zdjęcie. Niemniej wykorzystuję to ile mogę, bo zmiana to niemała. Zwykle było tak, że proszony o ustawienie się, absolutnie ignorował osobę zdjęciobiorcy, choć potrafił się nawet na niego zirytować. Bardzo rzadko zdarzało się, by wyraźnie opierał się robieniu zdjęć, gdy sytuacja była naturalna, z dodatkiem aparatu.

Szczególnym przypadkiem było, gdy robiłem zdjęcie Robertowi w oknie na Mikołowskiej. Filip zbulwersowany, że to nie jemu robię, wlazł na krzesło i – zasłaniając ciałem Roberta – przypozował.

tatafi
| FOTO

rowerowe sny

11 czerwca 2010

Już ładnych parę dni minęło, od kiedy rozpoczęliśmy z Fi wspólne podróżowanie na dużym rowerze. Nawet Justyna przełamała wstępną nieufność co do bezpieczeństwa takich przejażdżek i zaczęła śmigać z malcem za plecami.

Choć Filip początkowo był panikarką i podczas pierwszej podróży z mamą trochę skomlał, to za jej przyczyną, lecz taty, który w złym momencie powiedział do Filipa ‘nie ruszaj się’. Moment ten miał miejsce, gdy pasażer usadzony w foteliku podrygiwał i podskakiwał w ekscytacji, podczas gdy rower stał oddalony od taty o pół metra. Rower stracił balans i niemalże by się zupełnie przewrócił, gdyby nie refleks ojca. Mimo iż powrót do domu był bez narzekań ze strony tylniego siedzenia, to z kolejnej wycieczki – już z mamą – Filip wrócił i oznajmił mi, że jest panikarką. Nawet naśladował dźwięki niepokoju, którymi raczył małżonkę.

Niemniej to już historia, śmigamy bezproblemowo i z radością. Syn umila czas śpiewami i tysiącem pytań różnorakich, a ja staram się omijać dziury i krawężniki, bo cienkie koło powoduje wstrząsy. Choć i do tych przywykł i już nie muszę ostrzegać, że oto zbliżamy się do krawężnika.

Dzisiaj – w największym upale – wracaliśmy z Parku Jordana i było parę minut zaledwie po południu, gdy podejrzana cisza zaległa za mymi plecami. Na pytania Fi przestał odpowiadać, więc zatrzymałem się by skontrolować stan dziecka. No i okazało się,  że myliliśmy się w swoich prognozach co do możliwości młodego, sądząć iż nie ma szans, by ten usnął na fotelu. Stało się. Głowa mu zwisła, ciało zwiotczało i nie było szans go dobudzić.

Na pierwszym zdjęciu momenty testowania fotelika, gdy tylko ten został zainstalowany, na drugim rzeczona chwila relaksu.

tatafi
| FOTO

z dziadkami w Tyńcu

9 czerwca 2010

Z okazji wizyty dziadków z Gdańska, korzystnej pogody i resztki wolnego czasu, w niedzielę wybraliśmy się do Tyńca. Wisła płynęła szeroko, Filip biegał szybko, powietrze było rozgrzane a lody zimne.

tatafi
| FOTO

pierwsze silniejsze uv

9 czerwca 2010

filip bez filtra

tatafi
| FOTO

och! ach!

8 czerwca 2010

odzywam się tu  z rzadka, a jak już to żeby wychwalić swoje dziecko. jest za co chwalić i z całą śmiałością mogę przyznać, że jestem dumną matką.

pośród wszystkich niesamowitości naszego dziecka, szczególnie cieszy to, że jest niesłychanie otwarty. do tego stopnia, że mijanym ludziom mówi serdeczne “dzień dobry” obdarzając szczerym uśmiechem. docenia obecność innych osób poza rodzicami, faza silnego związania z mamą już za nami. liczą się dziadkowie, którym czule wyznaje uczucia, ciocia Ewa (zawsze była w hierarchii bardzo wysoko ze względu –  jak mi się wydaje – na podobieństwo do mnie, oraz posiadanie kota)  nasi bliżsi i dalsi znajomi. wypowiada się bardzo składnie, już od dłuższego czasu używając zdań wielokrotnie złożonych. ostatniej soboty zdarzyła się filipowi niespecjalnie przyjemna niespodzianka, mianowicie z wielkim apetytem wbił zęby w kawałek pizzy, który okazał się być obficie posypany papryczką jalapeno! po okrzykach wołających o pomoc, popijaniu wodą,  zajadaniu, popijaniu, myciu zębów, stanowczo stwierdził: czas na spanie. mamy w zwyczaju modlić się z filipem przed snem, dziękując za cuda dnia codziennego. Ja dziękuję więc: “za mojego mądrego i dzielnego syna..”, na co syn dopowiada: ” ..który to syn zjadł papryczki i parzyły go zęby i popijał wodą”.

mama_fi
| FOTO

tak wyglądam na balkon gdy się przebudzę po południu

7 czerwca 2010

przy okazji jestem niewyspany, bo półtora godziny to mało, a tata robi zdjęcia polaroidowi, czego pojąć nie mogę

tatafi
| FOTO

Lokomotywa

3 czerwca 2010

Mimo że Fi zaliczył już trzeci w swoim życiu dzień dziecka to mam wrażenie, jakby był to dopiero pierwszy. Zapewne dlatego, że powoli realizują się moje marzenia i plany o dziecku, z którym można nawzajem się rozerwać. Coraz bardziej czuję, że rola opiekuna przeistacza się w rolę taty. Tatuśka, jak to mówi Filip. Albo wuja w porywie fantazji. Choć ostatnio – po powrocie z weekendu u dziadków – parę razy nazwał mnie tatku, chyba po to, żeby brzmiało jak dziadku.

Zatem by choć trochę zrealizować jego fantazje, tym razem nie pojechaliśmy na dworzec, tylko pod AGH, gdzie od roku stoi parowóz z 1943. Myślałem, że na jego widok Filip będzie piał z radości. Tymczasem okazało się, że przyjęcie było dość chłodne. Gdy się zbliżaliśmy, Fi nawet powiedział mi, że nie chce do lokomotywy. Jednak lody szybko pękły, a powstały jako wynik obaw młodzieńca, czy aby zbliżać się do takiego kolosa jest bezpiecznie. Ewidentnie sądził, że nie jest (słusznie, na peronie zawsze dostaje odpowiednie instrukcje). W pewnym momencie doszło do wymiany zdań:

- Boję się lokomotywy.

- Tu jest bezpiecznie, zobacz, ja się nie boję.

- Taaaak. Na obrazku to tylko jest.

Wszystko za sprawą hipopotama, który w filipowym świecie jest uosobieniem zła wszelkiego, a raczej sił, których należy się bać. Gdy tylko widzi go, kuli się i mówi, że się boi. Wtedy ja mu zwykle mówię, że nie ma się czego bać, bo ten hipo to tylko na obrazku. No więc skoro niestraszne na obrazku, to dawać tę lokomotywę na obrazek. Skojarzenie nie pozwoliło mi się nie zaśmiać – to był ten element wzajemnej rozrywki – chłopak co moment zaskakuje czymś świeżym.

Tak jak chwilę przed wyjściem:

- Chcę jechać na tramwaju.. hm…kmm

- Napewno NA?

- Tak, na dachu!

albo  z innej bajki:

- Pojechałem do bankomatu. Wypłacić kartą.

- Jaką kartą Filipku?

- Kartonową. Powiedziałem ci  przed chwilą przecież.


tatafi
| FOTO

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress