natourette

16 czerwca 2010

Żeby sesji stało się zadość, poszliśmy w piątek wieczorem do szacownej mordodajni na miasteczku studenckim, gdzie grać miał Tourette. Jedyne czego tam nie brakowało, to decybeli. Filip wytrzymał ok. 3 minut, dolną szczęką przyciskając do podłogi stolik barowy. Tak długo zapewne dzięki stopperom, bez których w ogóle nie byłoby mu dane znaleźć się w danym przybytku o określonej porze.

Niemniej okazało się, że koncert nie jest jedyną rozrywką na tej planecie. A bańki owszem. Przechadzanie się w lasku rozpalonych grilli również. Do dzisiaj nie wiem, czy więcej tam było grilli czy troglodytów.

Brak podobnych postów.

tatafi
| FOTO

Kometarze »

Napisz pierwszy komentarz.

RSS komentarzy. TrackBack URI

Odpowiedz

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress