Pan Filary
Jedne (taty) zniszczył, do drugich (mamy) zapałał uwielbieniem, chcąc cały czas je nosić, skutkiem czego przypominał raczej owada niż dziecko. Zatem wczoraj Justyna wybrała się z Fi do sklepu, by kupić mu słoneczne okulary. Rzecz jasna, nie było łatwo, bo Filip ma niebywałą niechęć do kupowania rzeczy. Płacić lubi, owszem, nie narzeka, gdy mu dam pieniążka albo kartę. Niemniej, gdy tylko proponuje mu się kupić cokolwiek, to oponuje. Często po przyjściu do domu zmienia zdanie i zdaje się żałować, że dana rzecz nie została kupiona. Zdarza się również odwrotnie. Zakup – po przyjściu do domu – zostaje odrzucony. Jak rowerek, jak sandałki, jak okulary o których mowa.
Jednak w tym przypadku dzień wystarczył, by się dziecko przekonało. Lustereczko, parę zdjęć, fakt, że tata w nich pół godziny chodził oraz komplementy, że tak dobrze w nich wygląda, że pewnie się Amelii spodoba.
Podobne posty:
- z rowerem w parku czyli love’n'hate prosta historia. w sumie nie ma o czym mówić, a tym bardziej pisać. z rowerem...
- parę z kąpieli Junior zdziczał w wodzie. Nie jest mu dane zbyt często brać kąpiel w luksusie pełnej...
