antychorobowo

26 września 2010

W rzeczywistości to do końca nie wiem, czy chorobowo, czy nie, niemniej z pewnością – do jutra jeszcze – antybiotykowo. Dziwaczna lekarka to i dziwaczne diagnozy. Niby angina, po której 3 dni później w mniemaniu innej pani od kitla stwierdziła śladu brak, by podejrzenie padło na krtań i jej zapalenie. Trochę żenująca zabawa, choć kaszel o tyle niemiły, że momentami długotrwały i wycieńczający. Jednak to już niemalże historia. Miałem nadzieję, że wytrzyma przeciążenie bezboleśnie, mimo iż w przedszkolu większość dzieciaków została wyałtowana w dwóch turnusach. Inni młodzi odpadali, a ten tylko lekki katarek. Miało się okazać, że do czasu…

Gorzej, że tych parę dni w domu znowu wprowadziło lekki zamęt. Tata na 3 dni wybył nad morze, Fi uczepił się matki swej jak przysłowiowy rzep, dodatkowo wchodząc na nowe barykady, na których wystawił działa o więszym niż do tej pory kalibrze. Cóż, młodość nie może być cały czas radosna, kiedy złość potrafi wykwitać na całego. Dobrze że chociaż lato na koniec wykwitło, przyjemniej można było otworzyć balkon i pozażywać choćby namiastkę pięknej aury za oknem.

tatafi
| FOTO

u taty w pracy

20 września 2010

Rzadko się zdarza, by Filip był z tatą podczas pracy (nie licząc pracy przed komputerem). Zdarzyło się zaledwie cztery razy.

tatafi
| FOTO

iluzjoprysk czyli przed sz…..a

17 września 2010

Od ponad dwóch tygodni w dużym łóżku, najpierw pierwszym, następnie drugim, zaczął znów pojawiać się znany już dobrze gość. Na początku nerwowo, czasem z płaczem niewybudzenia/niespania, czasem dużym susem z kopniakiem w nerki taty przy pokonywaniu przeszkody w jego postaci. Z czasem jednak spokojniej, bez paniki, z włączonym humorem, który kazał zalotnie, nieco pretensjonalnie nawoływać “gdzie jesteś tatuśku”. Co do samego pobytu gościa, to również uczciwość wymaga pochwalić poprawę. Początkowe dosypianie, a czasem po prostu przesypianie, przeplatane było mniej lub bardziej kontrolowanymi zamachami nożnoręcznymi, które skutkowały silnym poirytowaniem obojga rodziców. Poirytowaniem to mało. W przypadku taty, pół nocy walki z najdroższymi nogami i rękami owocowało porankiem zgniłym niczym krowa wyciągnięta po miesiącu z Wisły.

Kolejnym symptomem kompensacyjnym miało być poczucie własności. Wszystko okazało się jego (żadne odkrycie), niemniej w stopniu na tyle karykaturalnym, że stwierdzenie ojca, że mama jest jego żoną, kończyło się płaczem i wieszaniem się na rękach u jej nóg. Zabawa wielokrotnie kończyła się na starcie, gdy okazywało się, że filipowe zabawki nie mogą zostać skalane niefilipowym dotykiem. A żądań wspólnej zabawy było coraz więcej, dzieciątko na moment nie zostać samo, a jak się już przydarzyło, to trochę skandal był niemały. Nie byłbym uczciwy, gdybym nie wspomniał, że zdarzały się momenty, gdy dziecko znikało szczęśliwe w drugim pokoju, by tam nacieszyć się tym i owym, najczęściej z równoczesnym krzykiem wniebogłosy. Nie płaczem, wymuszaniem, marudzeniem tylko krzykiem, ot piskiem takim, wrzaskiem i hałasem takim, na jaki pozwala niemałe już – bądź co bądź – gardło. Zastanawiało mnie, czy to ćwiczenia nowego rodzaju ekspresji (niii), zwracanie na siebie uwagi (he?), zachowanie podpatrzone czy też może chęć kompensacji zachowań, które społeczeństwo, a raczej – w tym przypadku – społeczność wymusza. Wymusza również pewien dystans, autentycznie i milusio nadrabiany w domu w postaci przedłużonych sesji przytulania, coraz częściej inicjowanych przez samego bohatera.

Niemniej to już niejako historia. Trzy tygodnie w przedszkolu, a droga, którą przeszliśmy wspólnie wydaje się daleka. Zniknęły działania kompensacyjne, jest nowy Filip, zsocjalizowany, bardziej żywy i pogodny niż kiedykolwiek. Z perspektywy śmiem stwierdzić, że bezboleśnie prysła iluzja świata, gdzie świat się kręci wokół trójkąta dziecko-rodzice. Cieszę się, że każdemu z tym dobrze.

tatafi
| noFOTO

burze i represje

10 września 2010

Nie jestem zwolennikiem bezstresowego wychowania dziecka. Więcej – sądzę, że ‘bezstresowe wychowanie’ to jakiś absurdalny, wewnętrzne sprzeczny twór. Zwłaszcza w okresach, gdzie młodzieniec ma ochotę prezentować swoją wolę tak dobitnie, że zatruwa życie starszyźnie. Oprócz kształtowania podmiotowości (której granice warto pomóc zaznaczać, by nie była płynna) jesteśmy wciągani w grę pod tytułem ‘Ustal zasady dla zasady’. Nie wiem, czy to natura wymyśliła, czy dziecko nasze jest obcym agentem, niemniej wydaje się, że aby nie paść ofiarą jednego czy drugiego, należy przeciwdziałać.

Pierwsze kary miały miejsce już pod koniec grudnia, gdy Filip namiętnie śpiewał ‘kurwa mać’. Był odstawiany do kąta, skąd dalej bluzgał przez śmiech. Co gorsza nawet postulował, że chce iść do kąta. Najwyraźniej podobało mu się, choć były wyjątki od reguły i reguły od wyjątków. Najwyraźniej za wcześnie uruchomiliśmy ławkę kar.

Jednak parę miesięcy później takie ałtowania okazały się na tyle bolesne, co i skuteczne. Do ruchu oporu zacięgnięto nawet reakcje fizjologiczne, co było szczególnie brutalne i ujmujące zarazem. Pryncypializm zwyciężył, fizjologia się uregulowała, a kara – zdawałoby się błaha – zaczęła działać jak należy. Co z tego, że przykre były widoczki, o dźwiękach nie wspominając, a do emocji niechętnie wracając. Rodzinna machina miękkiej represji została uruchomiona. Z przykrością, niemniej bez niej nie wyobrażam sobie właściwej równowagi sił.

Obecnie do cudownego, acz chwilowego poskromienia resistance wystarczy odliczanka do trzech przy groźbie sankcji.

tatafi
| FOTO

przedszkolne rozgrywki

6 września 2010

Pierworodny wystartował. Znalazł się obok dwadzieściorga innych maluchów najprawdziwszym Przedszkolakiem. Sam jada drugie śniadania (pierwsze pochłania przed wyjściem w domu przy pomocy rąk mamy/taty), doskonale radzi sobie z obiadem dwudaniowym, również samodzielnie, często z dokładką(!).  Zabawy są wspólne i w grupach. Pytam Filipa w piątkowe popołudnie o takie zabawy:

-Bawiłem się z Bruno i Mikołajem.

- W co się bawiłeś?

- Konkurs taki wymyśliłem, na kopanie pufy!

- Konkurs, tak?

- Kto głośniej będzie kopał w pufę ..

- I kto wygrał?

- Ja wygrałem!

- A kto kopał?

- Ja przecież..

Nic dodać, nic ująć. Przedszkole dla nas objawia się większą ilością czasu i zintensyfikowanego buntu Dziecka.

mama_fi
| noFOTO

będziemy łowić ryby i kaczki

6 września 2010

Mamo mamo. Weźmij wędkę, idziemy łowić ryby i kaczki.

tatafi
| FOTO

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress