listopadowe maćki

23 listopada 2010

Fi nie wyrabia bez niemalże nieustannego kontaktu z rówieśnikami. Po odkryciu niekompatybilności zabaw swoich i Amelii, preferencje przerzucił dwa piętra wyżej (w bloku). Ja chcę do Maćka od soboty jest powtarzane z zatrważającą częstotliwością. Przedszkole to mało. Choć tamtejsze pole też daje możliwości popisu. Dzisiaj się dowiedziałem, że syn zaprosił wszystkich w przedszkolu na oglądanie Ekspresu Polarnego i Stacyjkowa. U siebie w domu rzecz jasna. We wtorek. Przed spaniem potwierdził, że przyjdzie Piotruś i Wiktorek, zatem jest szansa, że większość zmyślił.

Zdjęcia zostały zrobione po wizycie u Maćka. Młody zdecydowanie nie lubi się oszczędzać.

tatafi

straż nocna

22 listopada 2010

Okazuje się, że Filip gustuje w nocnych ekscesach. Po zaledwie dwóch godzinach snu, Pepe obudził się po północy, zwęszywszy że tata ma gościa. Mamy nie było, starsi panowie ewidentnie byli zajęci czymś ciekawym, toteż grzechem było spać. Po próbach czytania tekstu o typach lokomotyw i prądzie, tata odpuścił temat spania i dopuścił Filipa do głównej komnaty. Tam – gdy już weszło żółtko w momencie przypomnienia sobie o nowym, lokomotywowym nabytku – była muzyka, żarty i harce do pół do czwartej nad ranem. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek widział tak duże oczy Filipa – ekscytacja w podskokach sięgała zenitu, gdy – głośno dość – puszczałem mu jego ulubione kawałki. Na dodatek młody ani przez moment nie puścił focha! To dopiero była noc!

Najgorzej, że pobudki o 730 tata nie wytrzymał i poddał się, broniąc swego honoru aktywną pomocą w ułożeniu torowiska.

tatafi

szewc

18 listopada 2010

Niebywałe – jeden dzień, dwie obrazy. Co prawda już rok temu w święta Filipowi zdarzało się wędrować do kąta za generowanie słów na k…, więc sprawa nie jest nowa, niemniej wtedy było to bezmyślne, automatyczne, co nie znaczy, że mniej groteskowe. Niemniej ostatnio filipowa inteligencja podpowiada bardziej zaawansowane użycia przekleństw wszelakich – choć nie są one organiczne, to adekwatne już całkowicie. Dodatkowo – jednak – mają na celu zwrócenie na siebie uwagi.

Przywołując sytuację sprzed dwóch tygodni, gdy za oknem dęły wyjątkowo silne wiatry – Filip siedzi na zwolnieniu przy oknie, patrzy smętnie za okno i mówi:

- K….. mać, ale wiatr!

Trudno nie zareagować uśmiechem na tak lakoniczny komunikat w ustach dwudziestoośmiomiesięczniaka. Niemniej Justyna trzyma się twardo, bo – uważamy – nie ma sensu karać za ekstrawagancje językowe, które w nikogo bezpośrednio nie rażą. Na co Filip, zaniepokojony brakiem reakcji, odwraca się i mówi:

- K…. mać powiedziałem, słyszałaś?

No i sytuacja/e z wczoraj. Wracamy z przedszkola, Filip w super humorze, wchodzimy do domu i tata w tonie ekscytacji pyta:

- Filipie chcesz zupę? Z bobra? albo z wieprza jeszcze lepsza?

- Sam jesteś dupa!

Brzdęk! Spodziewałem się charakterystycznego Żart, a dostałem rymopoliczka. Fakt, że dzień wcześniej bawiliśmy się w rymy, nie oznacza, że mogłem spodziewać się aż tak ciętej riposty. Zupa smakowała, nadszedł czas na danie właściwe, które jednak okazało się zbędne dla malca. Grzebał widelcem, cośtam chrupnął, jednak większość zawartości talerza zaczęła znajdować się na podłodze. Zobaczyłem to i załamując ręce powiedziałem:

- Do jasnej Anielki!

- Nie wołaj Amelki! Dlatego że, hmmm.., jak się wkurzyłeś, to się mówi k… mać! – zdecydowanie skonstatował junior.

tatafi

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress