pomoc domowa

28 marca 2011

W ramach strategii ‘wszystko ja’ czyli totalnej emancypacji, Filip umył nam wczoraj naczynia.

tatafi

Cisza tam!

24 marca 2011

Niezbyt późna drzemka zwiększa prawdopodobieństwo dobrego humoru Filipa, co z kolei podnosi szanse na dobrostan taty. Tym razem się udało – pobudka niezbyt późna, humor ok, więc pozytywna zaczepność wysoka.

Młody usłyszał półtoraroczną Paulinkę (sąsiadkę z piętra) głośno wołającą coś po drodze z windy do domu. Nie byłby sobą, gdyby to zignorował. Zaczął nasłuchiwać, rzucać grepsy przez  zamknięte drzwi (uff, okazało się, że nauczył się w końcu nie wychodzić samodzielnie bez pytania), głównie pełne oburzenia CICHO TAM! Gdy już wystrzelił na zewnątrz, małej nie było, jednak Fi musiał sprawdzić to przemierzając połowę długości korytarza.

Gdy już zupełnie żółtko weszło na miejsce, wygrzebał element domina, którego wcześniej szukał, gdyż skojarzył rysunek na nim z nadrukiem na koszulce, którą dostałem (dzięki Piotr). Zaczął dopytywać i pół godzinki strzeliło.

Czwarty dzień w domu – siódmy dzień kataru. Nic więcej się – tfutfu na szczęście – nie rozwinęło, choć przez te parę dni miałem szanse się poczuć prawie jak pełnowartościowa kura domowa. Gdyby nie możliwość spacerów, oszalelibyśmy wspólnie (nie wiem jak daliśmy radę  w lutym bite 3 tygodnie przekisić w domu, bez spacerów).

tatafi

spodbiodra

22 marca 2011

Pewien czas temu Młodzieniec, podczas remontu u sąsiadów znalazł jednorazóweczkę kodakową, zakurzoną nieco z nieczynnym fleszem. Zamiast 10% znaleźnego, otrzymał 100%. Trochę czasu minęło, żeby aparacik w końcu przestał się kurzyć cztery piętra wyżej. Psia pogoda, szybkie ściemy, szmaty na niebie, czyli wszystkie zalety zimy stały na przeszkodzie, by dać Filipowi to, czego się domagał od momentu, jak aparat trafił pod naszą strzechę.

W końcu nastał słoneczny dzień, choć zimowy. Bezchorobowy (luty zakończył się bilansem 5 dni obecności w przeczkolku). Nie trzeba było zbyt wielu instrukcji, chłopak miał zapał. Podstawowy zarzut warsztatowy, który ode mnie usłyszał był taki, że patrzy w plastik zamiast w wizjer. No i faktycznie, niuanse kompozycyjne są melodią przyszłości (przeszłości? jak to było? w kontekście czasu nieliniowego zwłaszcza), ważne, że przytyka się do czoła, aparat wtedy z automatu staje się przedłużeniem oka (zamkniętego plastikiem, może w tym jakaś magia, trzeba spróbować) i … Dobra, spust gdzieś się gubił lub umykał, a może zimno było w paluchy lub po prostu był nie tam, gdzie być powinien, zatem kilka strzałów uciekło. A raczej obiektów ludzkich, w liczbie 2, jeden płci przeciwnej przyatakowany frontalnie, drugi ze wszechmiar odwrotny/ie.

Legenda do zdjęć:
1. entuzjazm czyli strzał na wyjściu
2. werbalny instruktaż dot. istnienia wizjera
3. Filip, zejdź na chodnik proszę
4. pierwsza inspiracja – samochody
5. dobrze razem iść z tatą
6. samochody ciąg dalszy
7. nauka kompozycji i korzystania z refleksów brudnomiejskich (samochody cd.)
8. oooo! ulubione kawałki szkła na codziennym szlaku
9. spotkanie z Magdą, Amelia w przedszkolu
10. autobus, autobus!
11. po drodze na skróty (czym natchnione – nie wiem)
12. po drodze na skróty cd. (jw.)
13. atak nr 2 pt. dlaczego pan poszedł? (frontalny skończył się na zderzeniu z panią)
14. na schodach w przedszkolu
15. to jest nasz nowy warzywniak po drodze do domu, serio
16. wchodzenie do tego garażu w drodze powrotnej do domu to rytuał, tym razem zastąpiony zdjęciem (tata poddał temat cieni / rytuały giną w ponowoczesności)

cdn.


pss1. Justyno, piszę ja, więc moja jest perspektywa, choćby odnosiła się do fotografii robionej przez dziecia.
pss2. fotografia z biodra to utarty termin z wyraźną konotacją. choćby był spod nieswojego biodra (patrz pss1.)
pss3. na domiar duma mnie zaparła, więc tak jak kobieta z żebra mężczyzny pododną, tak fotografia dziecięca Fi pochodną oka rodzicielskiego niejako, więc niedaleko pada kura od jabłoni.

tatafi

wiośnienie

13 marca 2011

Rzadko się zdarza, by mimo tak trudnego poranku jak dzisiejszy, dzień można było zaliczyć do tak udanych. Zbyt wczesna pobudka, zmęczenie, parę celnych ciosów wymierzonych ojcu, płacze i zrzędzenia skutecznie zatruwają początek dnia i wprowadzają system emocjonalny w stan nieprzyjemnego rozedrgania. Jednak po burzy domowej nastąpiło wyjście – na tak długo już oczekiwane słońce, które dzisiaj wyjątkowo przygrzało. Zdaje się, że ono w dużej mierze sprawiło, iż humor Filipa się znacznie poprawił, a ilość spożytego świeżego powietrza spowodowała, że młody po przyjściu do domu nieoczekiwanie położył się sam na łóżku by zasnąć. O tyle to szokujące, że od długiego już czasu Flip nie sypia w dni, gdy nie ma go w przedszkolu i ma w zasięgu obojga rodziców. Zatem dwie godziny regeneracji w zupełności wystarczyły na późniejsze szalone rajdy rowerkiem, z którego ewidentnie już wyrósł, a który przeżywa niezwykły renesans (do dzisiaj polegający głównie na robieniu dziennie setek metrów po mieszkaniu, wte i nazad).

Wiosnę czuć już fest, chociaż dzisiaj trudno się szczególnie na jej zapachach skupić, gdy słońce z taką intensywnością zalewało. Niemniej parę dni temu Filipa powonienie kazało mu podzielić się ze mną, że pachnie konikiem. Byliśmy akurat na sporym trawniku, który w końcu porządnie rozmrożony zaczął oddawać to, co psy mu przez całą zimę podarowały.

tatafi

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress