frombork trip
Uff. Wróciliśmy. Fi przeżył jakoś tę podróż. W sumie 1500 km i 23 godziny spędzone w kilkunastoletnim Fiacie Uno, na ostatnim, 8 godzinnym odcinku w kilkudziesięciostopniowym upale. Po raz pierwszy usłyszał morze, po raz drugi zobaczył dziadków, po raz kolejny spał w innym łóżku. Nie wygląda na to, żeby tryb taki był dla niego wyczerpujący. Niby dziecko potrzebuje porządku, rytmu. Z pewnością, skoro tak mądre głowy piszą. Niemniej czy naprawde tak ściśle tedy dodefiniowany jest porządek? A może jeszcze Fi nie wymaga tak bardzo regularności trybu? Pomyślałbym tak, gdyby nie fakt, że precyzyjnie o 1930 zaczyna grymasić wymagając na nas zanurzenie go w wodzie. Czyli jakiś rytuał jest. Rytuał grymaszenia, bo kąpiel od czasu do czasu wypadnie. Sporadycznie, ale jednak. Tak jak we Fromborku, który nawiedziliśmy z okazji ślubu Oli i Artura, czy Serocku u Rafała i Moniki, gdzie ciepło gospodarzy zasługuje na 5 gwiazdek. Pierwsze służbowe wakacje za nami.







