rowerzysta

18 sierpnia 2010

Po długim okresie nieużywania roweru, który utrudnia wejście do domu, Fi w końcu wsiadł na niego i ku naszemu zdziwieniu z silną determinacją zaczął się nim poruszać zupełnie samodzielnie. Pedałując. Początkowo niesprawnie i z wysiłkiem, już po godzinie dawał radę sprawnie poruszać się naprzód dodatkowo adekwatnie ruszając kierownicą. Brawo!

tatafi
| noFOTO

różnomiejscowice

15 sierpnia 2010

Wczesny poranek. Czworo dorosłych oczu zamknięte. Tylko małe oczka świdrują kosze na zabawki, by wygrzebać z nich motor i zacząć jeździć po ojcu, który z niechęcią budzi się ze snu.

- Skąd jedzie ten motor – pyta.
- Z motorowic – odpowiada Filip

Dzień później, lekko późniejszym, niedzielnym porankiem, już w trakcie układania puzzli, młody wygrzebuje spod łóżka samochód i opowiada.

- Patrz tatuśku jaki zielony pojazd. I Amelia wsiada, i Magda, i jedzie, jedzie, bzium. Chcesz wsiadać tatuśku?
- Nie wiem, zależy dokąd jedzie ten samochód. Dokąd jedzie Filipku?
- Do lodowic.

Dzień wcześniej na placu zabaw cała czwórka szła na lody, których nie było, bo budka okazała się być zamknięta.

tatafi
| noFOTO

pierwsze spacerowe opory

12 sierpnia 2010

Ostatnio od poniedziałku do czwartku mamy męskie poranki bez mamy, co znaczy że tata ma monopol na działalność kulturalno-oświatową tudzież ‘narzucanie’ swojego światopoglądu dziecku. Zwykle jest to spacer lub przejażdżka na któryś z placów zabaw czy parku, choć czasami nęcą wyprawy na miasto, do muzeum, etc.
Dzisiaj jednak, na propozycję parku Filip zareagował oporem. Uparcie mówił, że nie chce iść na plac zabaw.
Pytam go zatem:

- to gdzie idziemy?
- do kina – bez namysłu odparł – ruperta zobaczyć, tak jak z babcią… Jadzią gdy poszliśmy wtedy
- z którą babcią? – dopytuję
- hm… Grażyną przecież, zapomniałem – zakłopotał się

Sprawdzam kina,  multipleksy nie targetują małych dzieciaków w czwartkowe poranki, a dobrze znane Baranki w Pieluchach serwują niemiecko-irański thriller o myśliwym mordercy, co mogłoby zanudzić malca na śmierć. Mówię mu zatem, że kina odpadają, bo nie grają nic sensownego i dopytuję, czy ma jeszcze jakiś pomysł na poranek, skoro tak bardzo do parku ani na plac zabaw nie. Na co Filip po chwili przewalania na kanapie wali:

- Chcę na koncert.

Pomimo powalonego na ziemię ojca Filip jął opowiadać o słuchawkach, które dostał na koncercie, że było głośno i się i tak rozpłakał, i wyszedł. Może następnym razem trzeba dziecko raczej na Turnau’a zabierać raczej niż na Tourette‘a. W sumie nazwa podobna, tylko decybeli jakby mniej.

tatafi
| noFOTO

przękuję

11 sierpnia 2010

Filip w domu z wakacji powrócił starszy. Dosłownie i subiektywnie. Znowu mikroskok ontogenetyczny. Ze wszystkimi zaletami i wadami.

Biegając po domu przystanął przy mnie, napiął się, wypuścił gaz, szelmowsko spojrzał w oczy i zamilknął.

- Co się mówi? - pytam

- Przę.. kuję! – odpowiedział.

tatafi
| noFOTO

analityk na bilansie

8 marca 2010

Dzisiaj pierwszy raz Filip dał tak wyraźny popis możliwości analitycznych. Byliśmy na bilansie dwulatka, gdy doszło do badania wzroku. Pielęgniarka zarządziła, że mamy stanąć przy lodówce. Jako że byliśmy w gabinecie, nie mieszkaniu, nie sklepie, to lodówka wyglądała trochę jak gablotka u jubilera. Fi zatem włączył mantrę to nie jest lodówka, to nie jest lodówka, to nie jest lodówka.

Pielęgniarka pokazuje na tablicę z piktogramami, tata zamyka jedno filipowe oko, by drugie mogło zczytywać symbole. Ha, nie tak prędko. Na pytanie co to jest Fi bez namysłu odpowiada to są drzwi do wyjścia, do wyjścia to drzwi. Myślę sobie, pewnie nie dostrzegł, że zacna pani medyk za wskaźnika używa długopisu i pokazuje konkretny punkcik na owych drzwiach. Więc mówię mu to. Pani znowu pyta co to jest? i wskazuje na kaczkę. Tak mi się wydawało. Dopóki Filip nie sprecyzował

To jest noga kaczki.

Zatem nie dość, że okazało się, że ze wzrokiem ok, to przy okazji wyszło, że z głową również. Chwilę później w osłupienie wprawiło mnie pytanie szanownej pani pielęgniarki, czy Filip potrafi wymienić dwie części ciała.

Jakaż wielka to radość, gdy już od ponad miesiąca młodzieniec jest zdrów…

tatafi
| noFOTO

dwa

2 marca 2010

jest cudem. niewątpliwie. bez przesady żadnej. mój syn jest cudem, który jest mi dane codziennie obserwować. doświadczać. uczyć małego chłopca świata i uczyć się od niego. cenne te lekcje pokory, wyzbywania się i budzenia egoizmu, a najwięcej cierpliwości. miłości do niego nie musiałam się uczyć. mam to szczęście być matką, która kocha od pierwszego krzyku. a może wcześniej. z biegiem czasu z coraz większą intensywnością. całą sobą.

całą sobą dziękuję Wszechświatu za tę miłość, która nie przewiduje końca.

mama_fi
| noFOTO

mama jest wyjściem

5 lutego 2010

Dzisiaj wieczorem tata został sam z synem. Mama wyszła z wujkiem na opowieści parę z Ameryki, co było okupione pewną dawką rozpaczy Filipa, któremu rozłąki z mamą ostatnio zupełnie nie na rękę.

Niemniej dość szybko po rozstaniu Filip pogodził się z losem, nie płakał, zaczęliśmy tańczyć, kiedy rozpoczął prawie półgodzinny mantromonolog:

Mama pojechała, tramwajem, daleko, z wujkiem, niestety, daleko, tramwajem, pięćdziesiątką pojechała, nie pięćdziesiątką, z wujkiem.
mama poszła, nic z tego. brzydki zderzak, nie brzydki, tylko urwany. kolorowany.
mama poszła, z wujkiem, przyjdzie. fajny wujek. nie płacz wujku. nie powiesz wujkowi nie płakałeś.
mama poszła. płakałeś.
mamo! gdzie jesteś?! mamo gdzie jesteś?!
w parku nie. wrócisz. wróci mama. za pięć lat. jeden dwa trzy cztery i pięć. za pięć lat. lat. lat. [licząc na palcach]

I tak w kółko, w rozmaitych konfiguracjach. Jednak do tego monologów zdążyłem już przywyknąć, bowiem Filip jest człowiekiem, który lubi do siebie mówić. Co mnie rozbawiło najbardziej, to krótka wymiana zdań, gdzie zostałem rozłożony na łopatki w trzech słowach:

Filip, musisz się przyzwyczaić, że mama będzie coraz częściej zostawiać Cię ze mną. Nie ma wyjścia.

Mama jest wyjściem!


tatafi
| noFOTO

graba, doktorze!

28 stycznia 2010

Filip odkąd z lekarzami “ma przyjemność” obcować często, częściej niżbyśmy sobie tego życzyli, darzy wszystkich bez wyjątku swoistym uczuciem.  Początki historii sięgają zamierzchłych czasów okresu noworodkowego, kiedy to odwiedzała nas Pani Położna, bądź co bądź Wysłanniczka Służby Zdrowia. Pamiętam stan rozbawienia i przerażenia płynącego z obserwacji, jak świeżo urodzony daje popis swemu niewybrednemu poczuciu humoru niemalże trafiając kupką (taką mleczną) w położną. Potem nasze wizyty odbywały się zgodnie z harmonogramem, dokładnie w rytm szczepień. W międzyczasie jeden krótki pobyt szpitalny (kiedy nasz bohater liczył sobie 3 miesiące i uroczo nazywany był na oddziale “Przepuklinką”).

Krótko mówiąc, wszystkie Panie Doktor niespecjalnie Filipa zajmowały, ich atrakcyjność równa była atrakcyjności naklejek “dzielny pacjent”, które zresztą kolekcjonuje. Witane były najpierw gromkimi łzami, a odkąd zaczął mówić wprost, stanowczym : “Pani doktor NIE!” Aż do grudnia, kiedy często przyszło nam odwiedzać Pana Doktora, który naklejek nie daje, za to człowiek tworzy taką aurę, którą Filip (ja też) w mig łapiemy i nie ma mowy o płaczu czy buncie przed otwarciem paszczy. Młody podchodzi, bierze za rękę i mówi jak do przyjaciela: “graba Panie doktorze“. Apogeum szczęścia nastąpiło wczoraj, kiedy ulubiony Pan Doktor przybył w towarzystwie trzech pięknych, młodych Lekarek- Stażystek i każda chciała posłuchać, co tam u Filipa słychać :) Młodzieniec wskazywał palcem(!) mówiąc:

- Teraz Pani posłucha, teraz Ty, teraz Pani.

Skojarzyło mi się jednoznacznie z obrazami z “Seksmisji”.

Zabawane, bo z resztą wcale mi nie do śmiechu..

Graba Doktorze, zdrowiejemy!

mama_fi
| noFOTO

motor i oszczerstwa

21 stycznia 2010

Filip po raz pierwszy zarzucił mi oszczerstwo. Z przekory czy z niewiary – nie wiem. Zabawiał się motorem od babci, gdy tata powiedział:

- Filip, wiesz, że tata miał prawie taki sam motor jak ten, który trzymasz w ręce?

- Nieprawda!

- Jak to nieprawda?

- Tak!

Po czym rzucił mi ultrakokietujący uśmiech.

W ogóle bardzo ustawiać nas próbuje, samemu nie ustając w oporze. Dzisiaj wrócił do żłobko-przedszkola, gdzie sprawował się posłusznie, znakomicie, za teren wojny bowiem uznaje on wyłącznie grunt domowy. Stąd prawie o 3 po południu siedzi i nawija, zamiast spać. Ile razy próbuje się go kłaść, ten kładzie główkę, by po sekundzie podnieść ją mówiąc Wstałem już!. Zwykle mija trochę czasu i kapituluje, niemniej ostatnio coraz częściej nie.

Mało tego, wystarczy by Justyna położyła głowę, a ten od razu wszczyna rwetes wołając Nie śpij, wstawaj, budź się!
Szczęśliwie ok. 9 wieczorem składa broń i przesypia całe noce w swoim łóżku.

tatafi
| noFOTO

na barykady!

1 grudnia 2009

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Koniec najdłuższej, bo aż czterodniowej rozłąki z rodzicami okazał się dla Fi początkiem nowej fazy rozwojowej. Eh, dla niego jak dla niego, ale dla nas oznacza to szok związany z przełączeniem trybu bezobsługowego dziecka, które bez zarzutu je, śpi, wykonuje polecenia, przestrzega zakazów i zasadniczo jest aniołkiem w tryb advanced, gdzie wszystko idzie nie po myśli.

Zacznijmy od tego, że po wielu przejściach z zasypianiem, związanymi z końcem karmienia piersią i cosleepingu, udało się doprowadzić do podręcznikowego zasypiania w minutę bez wspomagaczy i przy wyłączonym świetle. Każdy wieczór dawał radość i ulgę, bowiem przełączanie w tryb samodzielności zasypiania okupione było niemałym wysiłkiem. Niemniej błoga samodzielność  to już historia. Zaczęło się kombinatorstwo – jak by się można wykręcić od tego, co trzeba zrobić. Na pierwszy ogień idą pewniaki – spanie i jedzenie.

Zatem Pepe zaczął przy zasypianiu wymyślać – a to pić, a to gorąco, a to niewygodnie, mleczko, poducha nie, poducha tak!, sisi x5, tata zrobiłeś kupę, sibik zrobił kupę, małą kupę, dużą kupę! (w końcu słowo materią się stało), płacz, emememek (zawołanie o książeczkę o Elemelku), próby forsowania barierki, płacz, godzina i śpi. Bagatela.

Dalej jedzenie. Nagle zrobił się wybredny, wypluwający, szczególnie niecierpliwy, na pytanie o głód czy pragnienie zawsze odpowiadający NIE. Im większe starania, by Filip zjadł, tym większy opór. Włącznie z wypluwaniem pokarmu, który i tak nie jest ani nigdy nie był forsownie podawany.

Zabronione czynności stały się wyjątkowo atrakcyjne – od huśtania obrazem na ścianie, wyciągania szuflad, rozrzucania czego się da, po bicie taty i mamy, chodzenie i powtarzanie kufa, nie wolno, bdzidko, kufa.

No i nowy poziom wymuszania! Zwłaszcza gdy dwoje rodziców obecnych jest w domu. Wtedy wiadomo przecież, że jest strona silniejsza i słabsza, zatem można grać ile wlezie. Płacz, zrzędzenie, marudzenie, obrażka, etc.

Choć i tak najbardziej irytujące jest jego bić mamę, bić tatę, kopać tatę, uderzać tatę, mamę …
Zastanawia nas proweniencja tych akurat zachowań, nie praktykowanych przecież zupełnie. Czy właśnie tak buntownik reaguje na pokojowe metody? A może jak z przekleństwami – toć mały ma takie wyczucie tabu, że wszystko, co niedozwolone w mig staje się atrakcją numer jeden.

Niemniej cała ta sytuacja ma niezmierne zalety. Pominąwszy już oczywiste plusy dla Pepe, który poczuwa się coraz bardziej niezależny i znaczący, rodzice przechodzą przyspieszony kurs znajdywania dodatkowych zasobów cierpliwości. Dodatkowo mają jakże częstą okazję wysłuchiwać śpiewnego nieeee….

tatafi
  • Strona 1 z 3
  • 1
  • 2
  • 3
  • >

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress