ściana kolorowa

16 maja 2010

Żeby przełamać tendencje pogodowe oraz ze względu na kwestie estetyczno-higieniczne, naszenienasze cztery ściany zostały przemalowane. Żeby nie narażać dziecka na doznania organoleptyczne w kontakcie z farbą, a sobie oszczędzić nerwów, czasu i pieniędzy, postanowiliśmy wyekspediować Filipa do dziadków a z ich strony przyjąć z otwartymi ramionami pomoc płci męskiej. W czwartek doszło do wymiany – żona z dzieckiem za teścia, który przez dwa dni był absolutnie Głównodowodzącym Pędzlownikiem.

Niedługo przed wyjściem postanowiłem umyć parę rzeczonych ścian, które wyglądały na najbardziej uwalone krystalicznym, krakowskim powietrzem podgrzanym przez kaloryfer i po ruchu konwekcyjnym osadzonym w narożniku. Po momencie z mydłem i gąbką w ręku zaułek ukazał swoje prawdziwe sadzowe oblicze, umożliwiając mi w trzy sekundy uczynienie grafiki węglem. Ze ściany rzecz jasna. Filip, świadomy, że malowanie ma się rozpocząć wkrótce, zobaczył efekt mojej pracy, na co zareagował tak, jak nagranie przy zdjęciu prezentuje.

(nagranie – niestety – z replaya; ewentualnie zniekształcenia dźwięku spowodowane nieustającym podskakiwaniem Filipa)

Najgorzej, że Filip w sytuacjach, gdy robię coś nowego mówi mi wuju :) I gdy pytam, gdzie ten wuj jest, bez skrępowania pokazuje na mnie palcem.

tatafi
| FOTO, sound

abstrakty z paszczy

8 grudnia 2009

Gdy Filip zaczynał mówić, tzn. wydawać jakieś bardziej konkretne, dłużej trwające dźwięki, wśród takich naśladowanych, które ewidentnie miały coś wyrażać, pojawiło się kilka powtarzalnych, bardzo dźwięcznych, których znaczenia rozszyfrować nie było sposobu.

W kolejności powstawania są to:

Amukoko

Habybaby

Siampympampym

Sintosialone

Dopiero ze dwa miesiące temu, jak Filip trochę bardziej komunikatywnie zaczął posługiwać się szczątkami języka, postanowiłem zapytać go, co oznaczają jego magiczne słowa. Rzecz jasna nie spytałem o definicję, tylko poprosiłem go, żeby pokazał nam, gdzie znajdują się desygnaty tych jakże wdzwięcznych zlepków.
Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu Fi w sposób jednoznaczny wskazał na usta i powiedział w buzi.
Choć małżonka nie dawała wiary mojej interpretacji, że są to nic nie znaczące dźwięki, co do których pustości nie miał on żadnych wątpliwości, czas zweryfikował hipotezę na moją korzyść.

Amukoko
Habybaby
Siampympampym
Sintosialone

Filip dobrze wie, że słowa te są jego wytworem, nic nie znaczą, lecz służą wyłącznie do zabawy czy po prostu z potrzeby wydawania dźwięków.

Dzisiaj nastąpiła ostateczna weryfikacja tezy. W wersji hardkorowej. Pepe przed snem podskakując na łóżku zawoływał sobie kuwa, kuwa, kuwa. Na zgryźliwe spojrzenie taty odpowiedział szelmowskim uśmiechem, a na pytanie, gdzie ta kuwa miałaby się znajdować, junior z gracją odpowiedział w buzi (tego już rejestratory nie uchwyciły).

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

tatafi
| sound

na barykady!

1 grudnia 2009

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Koniec najdłuższej, bo aż czterodniowej rozłąki z rodzicami okazał się dla Fi początkiem nowej fazy rozwojowej. Eh, dla niego jak dla niego, ale dla nas oznacza to szok związany z przełączeniem trybu bezobsługowego dziecka, które bez zarzutu je, śpi, wykonuje polecenia, przestrzega zakazów i zasadniczo jest aniołkiem w tryb advanced, gdzie wszystko idzie nie po myśli.

Zacznijmy od tego, że po wielu przejściach z zasypianiem, związanymi z końcem karmienia piersią i cosleepingu, udało się doprowadzić do podręcznikowego zasypiania w minutę bez wspomagaczy i przy wyłączonym świetle. Każdy wieczór dawał radość i ulgę, bowiem przełączanie w tryb samodzielności zasypiania okupione było niemałym wysiłkiem. Niemniej błoga samodzielność  to już historia. Zaczęło się kombinatorstwo – jak by się można wykręcić od tego, co trzeba zrobić. Na pierwszy ogień idą pewniaki – spanie i jedzenie.

Zatem Pepe zaczął przy zasypianiu wymyślać – a to pić, a to gorąco, a to niewygodnie, mleczko, poducha nie, poducha tak!, sisi x5, tata zrobiłeś kupę, sibik zrobił kupę, małą kupę, dużą kupę! (w końcu słowo materią się stało), płacz, emememek (zawołanie o książeczkę o Elemelku), próby forsowania barierki, płacz, godzina i śpi. Bagatela.

Dalej jedzenie. Nagle zrobił się wybredny, wypluwający, szczególnie niecierpliwy, na pytanie o głód czy pragnienie zawsze odpowiadający NIE. Im większe starania, by Filip zjadł, tym większy opór. Włącznie z wypluwaniem pokarmu, który i tak nie jest ani nigdy nie był forsownie podawany.

Zabronione czynności stały się wyjątkowo atrakcyjne – od huśtania obrazem na ścianie, wyciągania szuflad, rozrzucania czego się da, po bicie taty i mamy, chodzenie i powtarzanie kufa, nie wolno, bdzidko, kufa.

No i nowy poziom wymuszania! Zwłaszcza gdy dwoje rodziców obecnych jest w domu. Wtedy wiadomo przecież, że jest strona silniejsza i słabsza, zatem można grać ile wlezie. Płacz, zrzędzenie, marudzenie, obrażka, etc.

Choć i tak najbardziej irytujące jest jego bić mamę, bić tatę, kopać tatę, uderzać tatę, mamę …
Zastanawia nas proweniencja tych akurat zachowań, nie praktykowanych przecież zupełnie. Czy właśnie tak buntownik reaguje na pokojowe metody? A może jak z przekleństwami – toć mały ma takie wyczucie tabu, że wszystko, co niedozwolone w mig staje się atrakcją numer jeden.

Niemniej cała ta sytuacja ma niezmierne zalety. Pominąwszy już oczywiste plusy dla Pepe, który poczuwa się coraz bardziej niezależny i znaczący, rodzice przechodzą przyspieszony kurs znajdywania dodatkowych zasobów cierpliwości. Dodatkowo mają jakże częstą okazję wysłuchiwać śpiewnego nieeee….

tatafi

Dziadziu i tramwaje

24 października 2009

Dziadek Janek Filipowi bezsprzecznie kojarzy się z tramwajami. Nie tylko, ale bardzo. Bowiem gdy tylko Pepe odwiedza dziadzia, ten bierze go, stawia na parapet i obaj bacznie obserwują tramwaje. Nawet gdy (coraz częściej i dłużej) uda im się nawiązać dialog przez telefon, dziadzio umiejętnie podgrzewa atmosferę wspominając o tramwajach za oknem.

Nie wiem na ile to tutaj było obnażane, niemniej napomknę, że Fi na punkcie tramwajów i pociągów jest totalnie ześwirowany. Zwłaszcza, że z okna je widać. I tak już od wiosny – wtedy każdy kontakt wzrokowy z pojazdem szynowym był okupiony zapluciem, podskakiwaniem, bieganiem i jeden jeszcze wie czym. Ekscytacji nie było końca. Mimo iż intensywność zelżała (nieznacznie), malec nauczył się nawijać o tramwajach i pociągach, skutkiem czego zajawka nabrała jednak  trochę bardziej poważnego charakteru – w rezultacie zdarza się, że zamiast na spacer wybieramy się na przejażdżkę, a w przypadku psiej pogody perspektywa spaceru wzdłuż torów tramwajowych jest wielce podniecająca.

W zeszły weekend Dąbrowa pozwoliła nam doświadczyć trochę listopadowej aury. Byli dziadkowie, tramwaje, niemalże zamarzająca mgła i prawie non stop podekscytowany Pepe.

tatafi
| FOTO, sound

Dziecięce kaprysy i Czarna Afryka

12 marca 2008

20080309_rafsagan7056.jpg

po wszelkich ochach!, achach! i zachwytach, że nasz syn jedyny jest dzieckiem wyjątkowym (wszak każde dziecko jest wyjątkowe) w kwestii swego miłego usposobienia i niemarudzenia, mały Fi poszedł w ślady większości niemowląt i zaczął z co dzień większą stanowczością w gardle domagać się skupiania na nim coraz większej uwagi. nie to, że mu jej nie poświęcamy. Fi ma natomiast od dni kilku szczególne zachcianki, mianowicie walczy o to, by w każdym momencie być noszonym. szczególnie zaś uspokaja go pozycja “przytulam się do Ciebie” gdzie główkę ma na wysokości obojczyka, a nogi podkulone przylegają w okolice brzucha. miewa też trudności ze spaniem, co jak łatwo się domyśleć wpływa bezpośrednio na rytm naszego snu. do niedawna jeszcze (przedwczoraj?) na pytanie czy się wysypiacie? ja, bez wahania odpowiadałam: TAK- co wprawiało niektórych w zdumienie i pewne niedowierzanie – dziś po przerywanej co półtorej godziny nocy, gdzie w finale szczęśliwy Potomek zasnął w naszym łóżku, przyznaję z pokorą, że macierzyństwo to nie tylko blaski i rozkoszne chwile, ale swoista szkoła przetrwania. w ciągu dnia wygodnym rozwiązaniem dla zaspokojenia potrzeb syna i w jakimś chociaż stopniu umożliwienia “normalnego” funkcjonowania jest zawinięcie małego w chustę i włączenie muzyki duchem z senegalu. 5 oktawowy głos Youssou N’Dour’a, działa bowiem na niego znacznie skuteczniej niż niejedna kołysanka.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

mama_fi
| FOTO, sound

Oparte na WordPress | Theme by Roy Tanck. Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress